Wziąłem telefon, żeby zadzwonić do dealera, u którego kupiłem przyczepę za 250 tysięcy złotych, i usłyszałem tylko komunikat: „Numery tego abonenta nie istnieją”. Zablokowali mnie. Tylko dlatego,…

Wziąłem telefon, żeby zadzwonić do dealera, u którego kupiłem przyczepę za 250 tysięcy złotych, i usłyszałem tylko komunikat: „Numery tego abonenta nie istnieją”. Zablokowali mnie. Tylko dlatego,...

Stoję rano przy przyczepie, która miała być moim wymarzonym zakupem za ćwierć miliona złotych, i patrzę na to, co z niej zostało. Szuflady wypadły same, plastiki się wykruszają, a ona stoi pod domem i dosłownie rozpada się bez niczyjej pomocy. Miałem dość. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do firmy Procamp, żeby w końcu dowiedzieć się, co z moją gwarancją i zwrotem.

Thumbnail

Nie odbierali. Blokowali mój numer. Maile zostawały bez odpowiedzi. Jakby problem w ogóle nie istniał.

Przypomniałem sobie całą drogę, którą przeszedłem, żeby w ogóle do tego momentu dojść. Kupno przyczepy Knaus we Wrocławiu miało być początkiem pięknych wakacji z rodziną. Zamiast tego dostałem bubel, który od pierwszego dnia domagał się ciągłych napraw. A kiedy zgłosiłem usterki, zamiast pomocy usłyszałem, że mam sobie sam kupić lustro u szklarza i sam je zamontować.

Lustro, które odpadło i rozwaliło umywalkę. Za 250 tysięcy złotych. Nie robi się testów wodnych, więc przyczepa od razu została zalana. Łóżko, które miało się rozkładać, nie chciało się rozłożyć.

Gdy poprosiłem o wymiary poduszek, właściciel kazał mi wysłać je komuś innemu, bo przecież to nie on się tym zajmuje. A kiedy udowodniłem mu, że trzy tygodnie wcześniej mówił co innego, zaczął udawać głupiego. Myślał, że nie mam dowodów. A ja mam wszystko nagrane, mam wszystkie screeny, bo nauczony doświadczeniem z innymi oszustami, zabezpieczam każdą rozmowę.

Pamiętam odbiór przyczepy. Niektórzy odbierają nowe pojazdy z kokardami i kwiatami. Ja dostałem przyczepę obsraną przez ptaki, nawet nie umytą. Koledzy do tej pory się ze mnie śmieją, że nikt nie dostał takiego prezentu jak ja.

Po drodze do pracy przypomniałem sobie, że minęło już ponad czternaście dni od wysłania reklamacji. Dostali ode mnie wszystkie zdjęcia, wszystkie informacje, dowody, a oni chowają głowę w piach. Właściciel firmy traktuje klientów jak śmieci. Najpierw sprzedaje, a potem ma wszystko w nosie, bo liczą się tylko słupki.

Zadzwoniłem do nich ponownie. Oczywiście bez skutku. Zablokowany numer mówi sam za siebie. Więc postanowiłem działać.

Poinformowałem leasing, z którym spłacam przyczepę, o wszystkich wadach. Oni odpowiedzieli krótko: proszę ją zwrócić do firmy Procamp. Jeżeli firma wyda pismo, że przyjmuje zwrot, to wszystkie pieniądze muszą wrócić. A wtedy firma Procamp będzie w czarnej dupie, bo leasing musi zarobić swoje.

Napisałem też do producenta, do Knausa. Domagam się, żeby odebrano temu dealerowi prawo do sprzedaży. Bo skoro nie potrafią obsłużyć klienta po sprzedaży, to po co im w ogóle to dealerstwo? Nawet producent wysłał im pismo z żądaniem odniesienia się do sprawy.

A oni dalej udają, że nic się nie dzieje. Wiem, że nie jestem jedyny. Ludzie dzwonią do mnie i piszą maile z całej Polski. Już siedem osób zgłosiło mi podobne problemy z tą firmą.

Jedni ostrzegają innych przed zakupem, inni opowiadają o własnych koszmarach. Jedna z firm telewizyjnych skontaktowała się ze mną, żeby nagrać o tym odcinek. Na razie podziękowałem, ale coraz bardziej się zastanawiam, czy nie skorzystać. Nie boję się sądów.

Mogą iść do sądu, nic mi nie zrobią. Mówię prawdę, całą czystą prawdę, i mam na to twarde dowody. Dwa najważniejsze to zalana przyczepa, która jest praktycznie skasowana, oraz niewłaściwe DMC. W dokumentach mam wpisane 1543 kilogramy masy własnej, a po ważeniu okazało się, że to 1700 kilogramów.

Rozbieżność, której nie da się wytłumaczyć. Właściciel myślał, że trafił na zwykłego frajera, który będzie grzecznie znosił wszystko. Mylił się. Ja nie dam sobie pluć w oczy.

Jak ktoś mi pluje w twarz, to nie będę udawał, że pada deszcz. Będę nagrywał filmy, będę ostrzegał ludzi, będę docierał do ich klientów, żeby dziesięć razy się zastanowili, zanim cokolwiek u nich kupią. Będę to robił co godzinę, jeśli trzeba, aż dotrę do wszystkich. To nie są małe pieniądze.

To ogromne pieniądze, a oni sprzedają ludziom złom i mówią: radź sobie sam. A jak coś się zepsuje, to każą samemu naprawiać. Wyobrażacie sobie kupić nowe auto, a jak wam się coś zepsuje, to posyłają was do warsztatu na własny koszt? No właśnie.

Tutaj jest tak samo. Na sam koniec chcę powiedzieć jedno. Nie odpuszczę. Będę walczył, dopóki nie zwrócą całych pieniędzy i nie zabiorą tej przyczepy.

A jak przegrają sprawę, to będą musieli zapłacić za wszystko. Wszystko.