No dawaj, dawaj, dawaj – mówię do kamery, choć sam widzę, że nie jestem gotowy do tego porannego live’a. Nawet kawy jeszcze nie wypiłem, a już muszę tłumaczyć widzom, co się dzieje z autem. No i tak właśnie chcą zrobić, mówię, patrząc na Piotrka, który tylko parska śmiechem, bo wie, że znowu gadałem o tym samym. Sprawdzasz, czy ci poprawiło kompresję, rzucam w stronę mechanika, a on tylko kręci głową.

No ja sam pojadę, odpowiadam, bo wiem, że jak nie pomoże, to zostanie nam tylko rozbiórka silnika. I wtedy czeka się na pozwolenie, słuchajcie – jak weszli ci z PC, to możemy czekać nawet cztery miesiące. No i tutaj właśnie jest moje pytanie: co robimy? Wynajmujemy coś na ten czas?
Bo słuchajcie, coś robić trzeba, prawda? No to może nawet potrwać i sześć miesięcy, z końcem budowy, dodaje Krzysiek. No rozumiem, mówię, ale to jest 2002 rok, prawda? No właśnie nie znalazłem tej maszyny do wodorowania, wzdycham, bo obiecałem, że sprawdzę, a czasu nie ma.
No pozdrawiam serdecznie, rzucam do kamery, bo widzę, że ludzie czekają na konkret. Nie no, chodzi mi, że 20 km dziennie, tłumaczę, bo ktoś w komentarzu napisał coś o dużych przebiegach. Dzisiaj macie do roboty Skodę i co jeszcze? – pytam, klepiąc Piotrka po ramieniu.
No ale słuchaj, Krzysiu, brał olej, a co ma dawać? – mówię, bo znowu wracamy do tego samego tematu. No zacznij kręcić ją do końca, to zobaczymy, czy nie będzie brała oleju, odpowiada mechanik i bierze się do pracy. No nie zrobię biznesu życia nie zrobię, śmieję się, patrząc na warsztat, który wygląda jak pobojowisko.
No to tak, mówię cicho, bo sam nie wiem, czy to wszystko ma sens. No także nie ma co, dodaję i wstaję, żeby nalać sobie wreszcie tej kawy. Mówię, prawie, bo nie ma idealnego, zaczynam, a widzowie już wiedzą, co będzie. No każde auto ma jakieś wady, słuchajcie, naprawdę – nie ma auta idealnego.
No być może, odpowiadam sam sobie, bo nikt nie protestuje. Milion 200 000 na lotu, ale się szczycę, prawda? Przez milion 200 000 przebiegu – i nikt mi nie powie, że to mało. No już głośnie zaczyna pracować silnik, mówię, bo słychać go przez ścianę.
Tyle że wiecie, 2 lata do żyda, dodaję cicho, patrząc na poloneza, który stoi w kącie i chyba już nigdy nie wyjedzie. Jeździ, ma prawie 150 000 na lotu. Jak go brałem, miał 88 czy 90 000, czyli 60 000 już zrobiliśmy w 3 lata. Jeszcze zrobimy nim, strzelam, z 40 000, czyli będzie miał 190 000 jak będzie do sprzedania i tyle.
No to widzicie, baryłka spada na giełdzie, mówię, patrząc na telefon, bo znów ktoś coś pisał o benzynie. Wiesz, a wiesz, że ja do Opola jeździłem bardzo dużo? Często codziennie, jak robiłem prawko, jak robiłem E do B, to właśnie jeździłem do Opola. I wtedy parskam śmiechem, bo przypominam sobie, jak to było.
No najlepsze auto to jest służbowe, mówię do kamery, a widzowie od razu zaczynają pisać w komentarzach. Przebiegu 145 000, raz w tygodniu 10 km po zakupy do Biedry – tam nigdy nic się nie zepsuło. No przy takim przebiegu to wiesz, rdza go szybciej dogoni niż cokolwiek się zepsuje. No na łańcuchu jest to możliwe, odpowiadam na pytanie z czatu.
No to super, mówię, bo właśnie wpadł mi jakiś szorcik. No to co, która jest godzina w ogóle? – pytam, bo znowu zleciało mi pół dnia. 20 173 dci 230 mam i jest łańcuch, czytam komentarz.
Kiedy byłby łańcuch do wymiany? – ktoś pyta. No wiesz, w końcu jak go olejesz, to on ci powie: tadam, jestem na wierzchu, prawda? I znowu wszyscy parskają śmiechem.
Do roboty, mówię, bo naprawdę trzeba coś zrobić. No i słuchajcie, wsiadam w tego poloneza, opowiadam, bo widzę, że ludzie lubią takie historie. Oddaliśmy do Polaka właśnie na regulację ten samochód. No to wiesz, jak nierówno pracował silnik, to wiesz, to papierosa szybciej palił, no nie.
Dobra Honda, spalanie poniżej 7 do 6, mówię, wspominając inne auto, które kiedyś miałem. No i przeważnie tam chodził i prosił ludzi: „Chodź mi pomóż popchnąć, no nie, bo nie mogę odpalić”. I to mówię o tym polonezie, nie o Hondzie. No dobrze, a ja mam BMW z niemieckiego salonu, pisze ktoś na czacie.
No właśnie, odpowiadam, bo nie ma co gadać. Dobra, wypijamy kawę i idziemy do pracy, mówię, biorąc wreszcie kubek do ręki. Trzeba iść do pracy, dodaję i patrzę na Piotrka, który już stoi w drzwiach. No dobra, no pojedziemy razem, mówię, bo widzę, że nie mam wyjścia.
Demon chce do pracy, śmieję się, bo mój pies już kręci się przy drzwiach. No to jedziemy, rzucam i gaszę kawę. Oj, no to współczuję, mówię do kogoś na czacie, kto narzeka na swoje auto. No to fajnie, że rozumiesz teraz dlaczego, odpowiadam, bo ktoś wreszcie załapał, o co mi chodzi.
No jedziemy załatwić Allegro, mówię, bo mam coś do wysłania. Albo ci nie o 145 000, poprawiam się nagle. Około 50 000 jest zrobione tym autem. Także skłamałem – nie 60, a 50 000.
No i czego ty tu drążysz? – pytam, bo ktoś znowu czepia się szczegółów. No faktycznie u nas na Dolnym Śląsku taka pogoda, mówię, patrząc przez okno. O, już 20 stopni jest.
No niestety właśnie to jest z Kośnoki, dodaję, bo ktoś rozpoznał auto w tle. Zaraz spróbujemy poszukać jakiś syrop do tego wózka, mówię i ruszam w stronę regału z częściami. My w tym roku naszą kijanką jedziemy do Mielna, rzucam, a Piotrek tylko kręci głową. No tak, dareczku, odpowiadam sam sobie.
Opony letnie do kaptura, mówię, a kaptur na zimówkach jeździ. I znowu parskam śmiechem, bo to jest właśnie cały nasz świat. No ale cóż, powoli do przodu. No, no, no, no, no – nucę, bo widzę coś pod maską.
No ja nie wiem, mówię, a skąd ten alternator tu jest? No czyje to jest? – pytam, rozglądając się po warsztacie. No tak, odpowiadam sam sobie, bo już wiem, że to nie nasze.
Ziemia do Tomka Jędryszczaka, mówię, bo przypominam sobie, komu to mogło zginąć. No także proszę cię bardzo, dodaję i wracam do pracy. No ale jak najbardziej tak trafiło do nas takie zamówienie, mówię do kamery, bo widzę, że ludzie są ciekawi. Wysłana do paczkomatu, czytam wiadomość.
No zaraz sprawdzę, zaraz sprawdzę, odpowiadam i odkładam telefon, bo naprawdę muszę się wziąć za to auto.


