Dwupokojowe mieszkanie należało wyłącznie do Olgi. Miękka, szarozielona kanapa idealnie komponowała się z zasłonami, a każdy detal świadczył o jej guście. Do tej pory taki układ najwyraźniej odpowiadał również jej mężowi, Andrzejowi. Między prawem do korzystania z domu a prawem do rozporządzania nim istniała jednak subtelna, ale fundamentalna różnica, której Andrzej najwyraźniej nie zamierzał dostrzegać.

Do salonu miało zostać dobudowane drugie piętro. Grażyna, teściowa Olgi, miała do tego pomysłu stosunek co najmniej ambiwalentny, choć nie zamierzała rezygnować z wizji powiększenia posiadłości. Olga zabrała konewkę i podeszła do fikusa, starając się zachować spokój. Na ramieniu wisiała jej lakierowana torebka, a w dłoni ściskała sfatygowany notes, w którym skrupulatnie zapisywała wydatki budowlane oraz przyszłe obowiązki członków rodziny.
„Pilnie potrzebuję zasłon do salonu na działkę” – oznajmiła Grażyna, wchodząc do pokoju. Olga policzyła w myślach do pięciu, zanim odpowiedziała. „Dwadzieścia metrów i jeszcze tiul” – dodała teściowa, otwierając swój notes. Olga podeszła do stojaka z tkaninami.
„Dwadzieścia metrów będzie kosztować 6000 złotych. Do tego tiul trzeba doliczyć” – odpowiedziała rzeczowo, wskazując nawet kasę, dając do zrozumienia, że Grażyna powinna natychmiast przystąpić do realizacji zakupu. „Pani Grażyno, sklep nie należy do mnie” – powiedziała Olga cierpliwie. „To przez was ponosimy same straty.
Ja przychodzę do ciebie jak do rodziny, a ty traktujesz mnie jak obcą” – oburzyła się teściowa. „W takim razie po co pani aż dwadzieścia metrów żakardu? ” – zapytała Olga, nie podnosząc głosu. Grażyna dumnie uniosła głowę, zatrzasnęła notes z impetem i odwróciła się na obcasach, wychodząc ze sklepu.
Olga jedynie wzruszyła ramionami i wróciła do przeglądania dokumentów dostawy. Do południa wizyta teściowej niemal poszła w zapomnienie. Kiedy Olga wróciła jednak do domu, zauważyła, że drzwi wejściowe są uchylone. W środku stał Andrzej, a obok niego obcy mężczyzna z notatnikiem.
„Do kogo należy ten sprzęt? ” – zapytał mężczyzna, wskazując na meble i sprzęty AGD. „Do nas” – odpowiedział Andrzej, zanim Olga zdążyła cokolwiek powiedzieć. „Kogo sprowadziłeś do mojego domu?
” – zapytała Olga, ignorując obecność mężczyzny i patrząc prosto na męża. „Sprzedają mieszkanie Olgi, przeprowadzają się do kawalerki” – odpowiedział rzeczoznawca, nie zwracając uwagi na napięcie w powietrzu. Andrzej nie brał pod uwagę tego, że dom może być budowany jeszcze przez dwadzieścia lat. Olga podeszła do okna i szeroko otworzyła skrzydło, jakby potrzebowała świeżego powietrza, by nie stracić panowania nad sobą.
„To mieszkanie należy do mnie. Jeżeli twoja matka chce samochód, niech idzie do pracy, najlepiej do fabryki na dwie zmiany” – powiedziała twardo, patrząc Andrzejowi prosto w oczy. Andrzej nie odpowiedział. Leżał później w sypialni, demonstracyjnie odwrócony twarzą do ściany, ale Olga nie zamierzała ustępować.
Chodziła do pracy, gotowała, czytała i rozmawiała z przyjaciółkami, udając, że wszystko jest w porządku. Wiedziała jednak, że to tylko cisza przed burzą. Do soboty napięcie narastało z każdą godziną. Po pracy Olga zaszła do supermarketu.
Wróciła do domu po około dwudziestu minutach, gdy zauważyła mężczyznę fotografującego wejście do klatki schodowej. Rozpoznała w nim rzeczoznawcę, który wcześniej był u nich w mieszkaniu. Zignorowała go i weszła do budynku, zastanawiając się, co tym razem knuje Andrzej. Przypomniała sobie, jak kilka lat wcześniej Grażyna bez pytania zaprosiła na rodzinne przyjęcie dwadzieścia osób, a Olga musiała wszystko przygotować.
W domu czekała na nią matka Andrzeja. Siedziała sztywno przy stole, z notesem otwartym na kolanach. „Matka powiedziała, że musisz wypłacić jej pięćset tysięcy złotych” – oznajmił Andrzej, wchodząc do pokoju. Według przygotowanego scenariusza Olga powinna się przestraszyć, usiąść, zacząć tłumaczyć albo przynajmniej zapytać, dlaczego akurat pięćset tysięcy.
Olga jednak nie zamierzała grać według ich zasad. „Połowa mieszkania należy do mnie, czyli pięćset tysięcy” – powiedział Andrzej, śledząc jej reakcję. „Albo wypłacisz mi równowartość mojego udziału, czyli pięćset tysięcy złotych, albo sprzedajemy mieszkanie i każde z nas idzie własną drogą” – dodał, krzyżując ramiona. Olga stała nieruchomo przez chwilę.
„Trzy lata płacenia za wodę, z której sam korzystasz, zamieniły się w pięćset tysięcy złotych? ” – zapytała z niedowierzaniem, ale jej głos był spokojny. Andrzej nie odpowiedział, ale w jego oczach pojawił się cień niepewności. „Dwóch obywateli, z których jeden siedzi teraz przede mną, żąda ode mnie pieniędzy, a dokładnie pięćset tysięcy złotych” – powiedziała Olga, patrząc na niego i na Grażynę.
Oczy Andrzeja rozszerzyły się do rozmiarów spodków. „No już mamo” – szepnął, ale było za późno. „Wsadzą mnie do więzienia” – wyszeptał, ale Olga nie zamierzała go pocieszać. Zadzwoniła do wuja Mikołaja.
„Powiedziała, że wymuszamy od niej pięćset tysięcy złotych” – powiedziała do słuchawki, a po chwili dodała: „Biegnij do domu, do mnie”. Być może teściowa miotała się po własnej kuchni, próbując schować notes z obliczeniami budowlanymi albo dokumenty samochodu, ale Olga nie przejmowała się tym. Andrzej rzucił się do sypialni, jakby szukał czegoś, a potem ponownie do pokoju, ale Olga nie zwracała na niego uwagi. „Zażądaliście pięćset tysięcy złotych” – powiedziała, gdy wuj Mikołaj stanął w drzwiach.
„Za to później działka należałaby do mnie. I maszynka do golenia” – dodała z ironią, wskazując na drobiazgi Andrzeja w łazience. Olga przekręciła drugi zamek do końca, zamykając drzwi za mężem i jego matką. Trudno było tęsknić za człowiekiem, który właśnie zażądał pięciuset tysięcy złotych za prawo do dalszego mieszkania we własnym domu.
Poszła do kuchni, nalała sobie herbaty. Znalazła na stole kartkę, na której Andrzej zostawił jakieś notatki. Olga zmięła kartkę i wyrzuciła ją do kosza. Potem zobaczyła telefon, wzięła go do ręki i nacisnęła przycisk.
Wyświetliły się zdjęcia z działki – włoski akart, suwa za trzysta tysięcy złotych, rzeczoznawca stojący w salonie i Grażyna Kowalska obserwująca wszystko spod okien. Olga włożyła telefon do szuflady i dokładnie ją zamknęła. W łazience wciąż stała męska szczoteczka do zębów. Olga wzięła ją, wrzuciła do kosza na śmieci, a potem przysunęła do siebie filiżankę z niebieską obwódką i wypiła łyk herbaty.
Wiedziała, że to nie koniec. Ale tym razem to ona miała wszystkie karty.


