„Znowu te twoje wymysły! Wczoraj dzwonił do mnie i mówił wprost, że masz mu zapłacić za te drzwi, które zniszczyłeś! ” – Krystyna, teściowa Anny, stała w progu kuchni, a jej fryzura przypominała kopę siana zastygłą podczas wichury. Miała niewyczerpany zapas pretensji do życia, świata, pogody, sąsiadów, a przede wszystkim do własnej synowej.

Marta, szwagierka Anny, tylko przewróciła oczami i ruszyła do kuchni, żeby nalać sobie herbaty. Anna obserwowała to kątem oka, odliczając w myślach do dziesięciu. „Wczoraj do mnie dzwonił” – ciągnęła Krystyna, sadowiąc się przy stole. Chwilę później do mieszkania wszedł sam żywiciel – Paweł, mąż Anny.
Każdy jego powrót do domu przedstawiał się jak triumfalny finał starożytnej epopei. „Jest coś do jedzenia? ” – rzucił, nie zamykając za sobą drzwi. „No popatrz tylko na niego” – syknęła Krystyna.
„On pracuje od rana do nocy. Ty idziesz do pracy jak na święto. Pewnie jeszcze uśmiechasz się do dyrektora i kręcisz przed nim ogonem. ”
Anna dopiła herbatę, odstawiła kubek do zlewu i poszła do sypialni się przebrać.
Wiedziała, że dyskusja z teściową nie ma sensu. Krystyna wykorzystywała dostęp do mieszkania wyjątkowo efektywnie – zawsze znajdowała coś do naprawienia, przestawienia, przycięcia albo ugotowania. Nawet kot wypracował sobie własny system protestu – znikał na widok Krystyny do szafy. Pewnego dnia po pracy Anna pojechała do marketu budowlanego.
Chciała w końcu wymienić zniszczoną wykładzinę w przedpokoju. Wieczorem zadzwoniła do matki. „Sama będziesz się z tym męczyć do Bożego Narodzenia” – usłyszała w słuchawce. Rano weszła do mieszkania, wnosząc do przedpokoju dwie gigantyczne plastikowe torby, wypchane tak mocno, że uchwyty wrzynały się jej w dłonie.
„Co to? ” – zapytała Anna, bo w przedpokoju zastała Martę z nożyczkami w rękach. „Jutro rano zrywamy wszystko do gołego tyku” – odpowiedziała Marta. Kobiety zostały same i do południa przedpokój wyglądał zupełnie inaczej.
„Siadaj, bo zaraz padniesz” – powiedziała Marta do Anny, gdy ta weszła z kolejną torbą. Krystyna wróciła po południu. „No proszę, dzień dobry” – rzuciła, widząc zrywaną wykładzinę. „A kto to wymyślił?
” – zapytała, patrząc na Annę. „Podobno nikt Pawła nie zmusza do ciągnięcia nikogo na plecach” – odpowiedziała Marta. „Tak się do mnie odzywa” – oburzyła się Krystyna. „Twoja żona mnie obraża.
Nikt mnie tak nie traktował w tym domu. ”
Krystyna nie należała do ludzi, którzy po kłótni wracali do domu i analizowali, czy przypadkiem sami nie przesadzili. Ona wracała do domu, dzwoniła do syna i przedstawiała mu wydarzenia w takiej wersji, w której była niewinną ofiarą brutalnego ataku. Paweł wpadł do mieszkania jak rozjuszony dzik.
Trzaskał szafkami i demonstracyjnie nie odzywał się ani do żony, ani do teściowej. Anna postanowiła nie dolewać oliwy do ognia. Marta chciała przykleić nową wykładzinę, posprzątać i wrócić popołudniowym pociągiem do domu. „Powiedziała, że jestem leniem” – krzyczał Paweł na zewnątrz, wymachując rękami.
„Dość tego. Chcę w końcu wiedzieć, o co naprawdę chodzi. ” Odwrócił się do żony. „Od miesięcy słyszę od mojej matki, że wydajesz wszystkie pieniądze na siebie, a ja pracuję na cały dom.
No nie, bo z mojego konta nic nie schodzi. Choćby na jedzenie, jajka, a do tego pomagała spłacać twój kredyt. ”
Paweł zrobił krok do tyłu. „Co ty mówisz?
” – zapytał. „To idź do mamy” – powiedziała w końcu Anna. „Marta, no co ty? ” – jęknął.
W końcu dotarli do tego, co naprawdę zaczynało go martwić. Anna odwróciła się i poszła do kuchni. „No i co? ” – zapytała Marta, wchodząc za nią.
„No to do mamy” – odpowiedziała Anna. Paweł wszedł do środka, ale zamiast odpowiedzieć, tylko ciężko dyszał. Zatrzymał się pośrodku pokoju, odwrócił do matki i nagle wybuchł. „Zniszczyłaś mi małżeństwo!
” – syknął, po czym dopiero dotarł do niego sens słów matki. „Na dwoje, co by nie było, połowa należy do ciebie” – odpowiedziała Krystyna. „No jak to kto? ” – zapytał Paweł.
„System się zawiesił” – odpowiedziała. „No i co teraz? ” – zapytał. „Ty mi cały czas mówiłaś, żebym postawił ją do pionu.
No to pokazałem” – powiedział, a jego dolna szczęka wysunęła się do przodu niemal jak łyżka koparki. „Idź do normalnej pracy, leniu” – rzuciła Krystyna. „Normalnie do roboty. Znajdź sobie coś sensownego i wracaj do żony.
”
Około dwadzieścia metrów dalej, na końcu działki, po kolana w błocie poruszała się znajoma sylwetka. Paweł stał i patrzył, jak jego matka szuka czegoś w ziemi. „Wracaj do żony i przestań robić z siebie ofiarę” – krzyknęła. Około północy Paweł zapakował torby z powrotem do samochodu i pojechał do Marty.
„No i co? ” – zapytała Marta, widząc go w progu. „Martusiu, może dać mu już coś do jedzenia? ” – zapytała Anna.
Kot, który cały wieczór chował się pod łóżkiem, wyszedł i otarł się o nogi Pawła. Jego stosunek do mężczyzny wyraźnie się poprawił. Najpierw zadzwoniła do Marty. „No wiesz, rodzina powinna trzymać się razem” – powiedziała Krystyna przez telefon.
Krystyna spróbowała wrócić do opon. „No właśnie, dlatego mówię aż minus 6” – usłyszała w słuchawce. „Do usłyszenia i do zobaczenia w kolejnych historiach na kanale.
”


