Podnoszę obrazek z Ferrari do góry i próbuję go wypoziomować. Ściana w nowym biurze wciąż świeci pustkami, ale powoli coś z tego będzie. Nagle czuję ukłucie w palcu. Spuszczam wzrok – wszedł mi tam mały opiłek, pierwsza krew na nowym miejscu.

Nic wielkiego, ale ktoś z ekipy od razu to zauważył. „Pierwsza krew” – śmieje się któryś z chłopaków. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, ktoś wrzuca w czacie komentarz, że Szymon Widełka to „bubel”. Tylko się uśmiecham.
Takie rzeczy mnie już nie ruszają. Ludzie zawsze będą gadać. Wieszam jeszcze „Audi”, potem kolejne obrazki. W tle słychać, jak Marcin opowiada, co dziś robiliśmy w warsztacie.
Mietek jeden, Mietek drugi… BMW, Passat… Ktoś pyta, co się stało z Passatem. Czujnik różnicy ciśnień poszedł, potem okazało się, że cała wiązka jest do wymiany. Do tego rura od turbo pęknięta, a na koniec puścił soki. Takie typowe historie, które znamy wszyscy.
Przechodzimy do nowego warsztatu. Wszystko tu sam musiałem malować, żeby to jakoś wyglądało. Jest kuchnia, przebieralnia, a dalej – pomieszczenie, które będzie tylko i wyłącznie pod nagrywki moje i Radka. Zanim zdążyłem cokolwiek więcej powiedzieć, Radek już psioczy, że za szybko pokazałem to miejsce.
„Teraz będzie, że niepotrzebnie to pokazałem” – mówię, kręcąc głową. Z zewnątrz też nie obyło się bez przygód. Podczas mycia budynku zaczęło nam iskrzyć, wyłączyli prąd. Zalali nam całą skrzynkę.
Ale najważniejsze, że mamy plac, z którego możemy korzystać od poniedziałku do piątku. Zaglądam do środka. Czajnik był tak ubrudzony, że śmiało mogę powiedzieć – auto na podnośniku jest czystsze. Ktoś zostawił bałagan na stołach, a ja dopiero wczoraj robiłem tam porządek.
„Co ty się tak czepiasz? Okres masz, nie? ” – słyszę od któregoś z chłopaków. Powiedziałem im, że to ma być ładny warsztat.
Stanowiska mają być czyste. Pokazuję stanowisko po pracy – narzędzia poukładane, sprzęty się ładują. Można uznać, że jest czyściutko. Zaczynam gasić światła i zamykać wszystko.
Taka rola szefa – musi być porządek, bo inaczej się nie da. Przełącznik, światła, brama. Sprawdzam, czy wszystko pozamykane. W końcu możemy iść na weekend.
Zanim wyjdziemy, robię jeszcze jedną ważną rzecz. Gorąca prośba do widzów: „Nie wchodźcie bezpośrednio w te duże bramy. Tam są narzędzia powyciągane w trakcie pracy. Wchodzicie tylko do biura, tam gdzie świeci się neon.
Na parking przed budynkiem możecie wjeżdżać, tam jest cały plac dla was. Jeśli coś zginie, popatrzę na kamerę, kto ostatni wchodził”. Wsiadam do auta. Mercedes.
Aż nie wierzę, że tu są biegi. Podłączam telefon do ładowarki – miał tylko pięć procent. Jadę trzydzieści, czterdzieści minut do domu, a wy jedziecie ze mną. Po drodze ktoś pyta o Radka, który nazwał mnie „małym psychologiem”, bo jak rozkminiałem Mercedesa, to gderałem pod nosem.
Tłumaczę: „Mało kiedy coś się samo psuje. Najczęściej to ktoś to popsuje. I w tym wypadku też tak było. Szedłem drogą dedukcji i w ten sposób go naprawiłem”.
Nagle przypominam sobie o przyczepie. Wkurzam się. Firma Procamp nie przyjęła jej na serwis reklamacyjny. Nawet się nie odezwali.
Wysłałem im listę usterek – cisza. Nie odbierają telefonów, nie odpowiadają na maile. A ja mam już nagrane filmiki, na których pokazuję prawdę, tylko i wyłącznie prawdę. Nie mogę ich opublikować byle jak, bo mogę w sądzie beknąć.
Ale to się skończy. „Oni się obrażają za prawdę” – mówię. „Taka firma nie powinna w ogóle niczym handlować. Nawet ziemniakami”.
Ktoś z czatu pisze, żebym nie odpuszczał. Odpowiadam: „Tym razem komunikacja przez list polecony. Nie odpuszczę. Oni jeszcze nie wiedzą, na kogo trafili.
Uruchomiłem już wszystkich, co są możliwi – prawników i nieprawników. Koniec z cackaniem się”. Wjeżdżamy w korki. Ktoś pyta o różnicę między benzyną 98 a 95.
Tłumaczę, że w 98 jest mniej biokomponentów. Ktoś inny pyta o Nissana Kashkai i wyciąganie piasty ze zwrotnicy. Mówię, że dla mnie nie ma problemu, bo mam prasę. Ale dodaję szczerze: „Niekiedy naprawdę lepiej oddać to do mechanika, niż się męczyć, bo nie mając przyrządu, zrobisz z tego cyrk na kółkach”.
Rozmowa schodzi na mój sklep z częściami. Mówię wprost: „Specjalnie zbudowałem ten sklep dla was. Mieliście dostęp do części, do katalogu, do wszystkiego. A wy nie robiliście zakupów.
Woleliście gdzie indziej. No to trudno. Zamroziłem swoje pieniądze, wyrzuciłem w błoto. Ale jak ktoś mi będzie psioczył, że nie miał dostępu do części, to sam osobiście do niego pojadę”.
Wspominam, że wyłączyłem wyszukiwarkę, bo kosztuje piętnaście tysięcy, a nikt z niej nie korzystał. Byłbym wdzięczny, gdybyście wrócili z urlopów i zaczęli zamawiać. Jak będzie ruch, przywrócę wszystko z powrotem. Ale na razie mnie na to nie stać.
Ktoś pyta o roboczogodzinę. Mówię: „Dwieście złotych netto”. I opowiadam, jak dzisiaj jeden z widzów przyjechał do mnie. Najpierw myślałem, że zostawi u mnie majątek, a potem się okazało, że wszystko zrobimy za darmo.
Facet pyta o rozrząd w BMW. Ja mu mówię, że trzeba silnik wyciągać i że „dycha mu nie starczy”. Facet blednie, bo słyszy, jakby całe miasto spadło mu na głowę. A potem pytam: „A to jest ten 28 czy 24?
”. „24”. No to mówię: „Dobra, spoko. To pasek, w trójce się ze wszystkim zmieścimy”.
Facet ożywa. Pytam, ile ma przejechane na rozrządzie. „Czterdzieści tysięcy”. „A ile lat?
”. „Ze trzy”. „Panie, jedź pan do domu. Masz pan jeszcze kupę jazdy na tym pasku.
Szukasz pan ludzi, którzy będą pana straszyć tak jak ja teraz”. A on wychodząc mówi: „Kurwa, zarąbiście”. Śmieję się z tego. „Też mogę się pomylić, jak to się mówi.
Myślałem od początku, że mówimy o 28. A 28, to już wiadomo – łańcuch z tyłu, chłop ma przechlapane”. Dojeżdżamy do przejazdu kolejowego. Zamknięty.
Ktoś z czatu obstawia Intercity, ale to Koleje Dolnośląskie. Przejeżdża pociąg. Ktoś inny pisze, że jak trafi na zamknięty przejazd w USA, to ma wyjęte z życia dwadzieścia do trzydziestu minut. Śmieję się: „Mogliśmy się złożyć”.
Ktoś wspomina, że nigdy nie powinno się wjeżdżać na przejazd, dopóki nie przestaną migać światła. „Mi to kiedyś życie uratowało” – pisze. Kiwam głową. Takie rzeczy się szanuje.
W końcu dojeżdżam do domu. Podsumowuję: jutro rano usiądę i przygotuję odcinek. Myślę, że na niedzielę będzie gotowy. Ale nie liczcie na fajerwerki – ja nie umiem tak składać filmów jak wąski, więc będzie goła surówka.
Poza tym mam jeszcze sprawę z tą przyczepą. Przygotuję dla was filmik. Na tę firmę znajdzie się nie jeden paragraf. Życzę wszystkim miłego, spokojnego weekendu.
Odpoczywajcie, bo wam się należy. Jak dobrze pójdzie, to jutro zobaczymy się na live – ale to będzie live techniczny. „Dobra, moi drodzy, to wszystkiego dobrego. Trzymajcie się.
Ja uciekam do domciu. Hejka”.


