Telefon dzwoni, a ja akurat w połowie roboty przy klimie w passacie. Klient od razu strzela: „Chciałbym wymienić czynnik w klimatyzacji, bo mi grzeje”. I już wiem, że będzie ciekawie. Tłumaczę mu,…

Telefon dzwoni, a ja akurat w połowie roboty przy klimie w passacie. Klient od razu strzela: „Chciałbym wymienić czynnik w klimatyzacji, bo mi grzeje”. I już wiem, że będzie ciekawie. Tłumaczę mu,...

Dzwoni telefon, a ja akurat w połowie roboty przy klimie w passacie. Klient z drugiej strony, typowy gość, który dzwoni z konkretnym problemem, ale nie do końca wie, o co mu chodzi. Wita się szybko, a potem strzela prosto z mostu: „To tak, chciałbym wymienić czynnik w klimatyzacji, bo mi grzeje”. No i od razu wiem, z czym mam do czynienia.

Thumbnail

Nie ma żadnych wstępów, żadnego „dzień dobry, nazywam się tak i tak”, tylko od razu o tym czynniku. Bo u nas w branży to jest teraz temat numer jeden, wszyscy o tym gadają, wszyscy się znają, a tak naprawdę nikt nic nie wie. Klient myśli, że wymiana czynnika to jest jak wymiana oleju, że się leje nowy i po sprawie. A tutaj wchodzi w grę cała maszyneria, wiedza, a przede wszystkim odpowiedzialność.

No i właśnie, ta rozmowa o wymianie czynnika to jest taka puszka Pandory. Bo jak ktoś do mnie dzwoni i mówi, że chce „wymienić gaz” w klimie, to ja już wiem, że za chwilę będę musiał mu tłumaczyć rzeczy, o których nie ma zielonego pojęcia. A to wszystko przez to, że na rynku panuje straszny chaos z tymi czynnikami. Kiedyś to był freon, potem przez jakiś czas wszyscy jeździli na LPG do lodówek, no bo czemu nie, później przyszedł ten cały R134a, a teraz to już w ogóle istny thajski miks z propanem albo innym nowym cudownym składnikiem.

I ludzie myślą, że jak im się klima skończy, to można do niej wlać cokolwiek, byleby chłodziło. A to tak nie działa. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że niektórzy klienci przyjeżdżają i mówią wprost: „Panie, a co pan mi tu wsadzi za gaz? Bo słyszałem, że jest jakiś nowszy i tańszy, to ja taki chcę”.

No i wtedy zaczyna się cała ta historia. Bo ja tłumaczę, że nie o to chodzi, żeby wlać cokolwiek, tylko żeby klimatyzacja w ogóle działała jak trzeba i żeby nie rozjebało mi się całej reszty. No i oczywiście, że jak mam maszynę do klimatyzacji, to ona ma za zadanie to wszystko rozdzielać. Podłączam urządzenie, ono najpierw zasysa stary czynnik.

Nie leci to do jakiegoś pojemnika, tylko trafia do butli centralnej w maszynie. I teraz uwaga, w tej butli centralnej już coś tam pływa. No przecież to jest normalne, to jest standard. Ściągam stary gaz do jednej butli, stary olej spływa sobie do osobnego zbiornika na zużyty olej, a wszystko to trzyma się w tym zamkniętym obiegu.

I to jest właśnie ten moment, w którym zaczyna się robić ciekawie. No więc klient stoi, patrzy na te butle, patrzy na maszynę i pyta: „A po co pan to rozdziela? Ja tam bym chciał po prostu wymienić”. I wtedy trzeba mu wytłumaczyć, że to nie jest tak, że się wymienia jak żarówkę.

Ja ściągam pański czynnik do jednej butli, w której już coś tam sobie pływa po poprzednich naprawach. I teraz, jak przychodzi do nabicia, to ja nie mam żadnego „wzorca”. Ja po prostu otwieram zawór z butli, która stoi obok maszyny i leje świeży czynnik. No nie, tak zupełnie nie.

Ja muszę wiedzieć, jaki ten czynnik jest w środku, czy on jest czysty, czy nie. A skąd ja to mam wiedzieć, jak nie zrobię analizy? A analiza to jest czas, to jest sprzęt, a czas to pieniądz. I o tym właśnie zaczyna się ta cała dyskusja.

A to nie jest tak, że ja zmyślam problemy, żeby naciągnąć klienta na kasę. Bo są na rynku tacy, którzy powiedzą: „Trudno, najwyżej coś tam trzaśnij, byleby chłodziło”. No i właśnie, ci, którzy tak mówią, to są najgorsi. Bo ja tutaj mam pełną odpowiedzialność.

Jak ja wpuszczę do czyjegoś auta mieszankę byle jaką, to to może się skończyć bardzo źle. I to nie jest żadna hipokryzja, tylko fizyka. W przewodach klimatyzacji panuje ciśnienie, czasami to są spore wartości. Jak do tego dojdzie iskra, a w środku będzie byle jaka mieszanka, która nie powinna tam być, no to może dojść do bum.

A jak dojdzie do bum, to już nie jest „przepraszam, wymienię panu skraplacz”. To jest wizytacja prokuratora. I on dojdzie do tego, że to ja mu taki gaz wstrzyknąłem, bo przecież to ja podpisałem się pod zleceniem. I to jest ten moment, w którym mówię „sprawdzam”.

No i właśnie, taka historia przychodzi mi do głowy, bo niedawno mieliśmy taki przypadek, że gość przyjechał do nas na „nabicie klimatyzacji”, jak to sam to nazwał. Mówi, że mu grzeje, że od kilku dni jak klimę włączy to z kratek leci tylko ciepłe powietrze. No to ja podłączam maszynę, wstępnie sprawdzam ciśnienie, A ono od razu pokazuje, że coś jest nie tak. Bo ciśnienie nie trzyma się normy.

No to zaglądam dalej, patrzę na to wszystko i widzę na złączu, które idzie do skraplacza, że coś tam puściło. No i tutaj trzeba powiedzieć wprost, to jest klasyka gatunku. W takiej sytuacji nie wymieniasz samego czynnika, tylko musisz znaleźć ubytek. Bo jak masz dziurę w układzie, to nawet jak nalejesz nowego gazu, to on ci ucieknie w ciągu tygodnia.

I to jest właśnie ta cała nauka, o której ludzie nie mają pojęcia. A jak już wchodzimy w temat wody w układzie, to w ogóle się zaczyna zabawa. Bo w powietrzu mamy wilgoć. Jak w układzie zostanie ciśnienie atmosferyczne, to tam wchodzi wilgotne powietrze.

A jak woda dostanie się do środka i zamarznie, to wiadomo, że lód jest zły. Ale żeby do tego doszło, to ten cały układ musi być szczelny. Ja kiedyś, słuchajcie, u jednego rekorodzisty spuściłem z samochodu 800 gramów oleju. Z jednego samochodu!

Wiecie, ile to jest? To jest tyle, co się wlewa do całego silnika. A to dlatego, że ktoś kiedyś nie odrobił zadania domowego i lejąc czynnik, nie sprawdził, ile tam jest oleju sprężarkowego. No i tak się to kończy, że później sprężarka dostaje tak zwanego strzała, bo nie ma smarowania, a ja mam później płakać, że trzeba wymienić cały kompresor na nowy.

I teraz tak, wracając do tego całego zamieszania z gazami. Ludzie ciągle pytają, czy do ich auta trzeba wlewać ten nowy czynnik, czy można ten stary. No i ja im wtedy mówię: „Proszę pana, do tego to się nie przykłada takiej miary. Najważniejsze, żeby klima chłodziła, ale żeby to było zrobione bezpiecznie”.

No bo przecież jak wam ktoś w ciupie na podwórku za 100 złotych wciśnie gaz z zapalniczki, to się później dziwicie, że coś się dzieje. Ja kiedyś widziałem taki zlot „złotych rączek” i ci wszyscy ludzie, którzy tak robią, oni nie zdają sobie sprawy, że tym gazem to można sobie zrobić krzywdę. Nie mówiąc już o tym, że jak coś się stanie, to oni nie mają żadnych papierów, żadnego potwierdzenia, że to oni naprawiali. A ja mam swoją firmę, ja mam rachunki, ja mam maszyny, i ja mam w końcu swoją odpowiedzialność.

Jak ja spieprzę robotę, to ja za to płacę. I to jest ta różnica między fachowcem, a kimś, kto myśli, że wie lepiej. Więc jak do mnie dzwoni klient i mówi, że chce wymienić czynnik, to ja mu za każdym razem tłumaczę to samo. Pytam go, czy sprawdził, czy w układzie jest prawidłowe ciśnienie, czy wymienił filtr, czy nie ma wilgoci.

No i najczęściej okazuje się, że to wszystko jest dla niego czarną magią. I wtedy mówię: „proszę pana, niech pan przyjedzie, to my to sobie sprawdzimy krok po kroku”. Bo ja nie gryzę, ja tylko ostrzegam przed tym, co może się stać, jak się nie będzie tego przestrzegać. I tak sobie rozmawiamy.

On pyta o jakąś cewkę od sprężarki, bo mu się wydaje, że to tam jest problem. No to ja mu tłumaczę, że cewka, to sobie może być, ale żeby on najpierw sprawdził, czy w ogóle dochodzi do niego napięcie. Bo jak nie dochodzi napięcie do kompresora, to żaden czynnik nie pomoże, bo sprężarka nie ruszy. I to jest właśnie ta najczęstsza usterka.

Jak ktoś ma starszy samochód, to mu się po prostu przyspieszają styki, albo on, dajmy na to, coś tam sam przy majsterkowaniu przykręcił i ociera się o masę. Ja miałem taki przypadek z Oplem. Facet zamontował sobie instalację, a może nie on, tylko ktoś mu montował, i przez przypadek przyszczypnął plus od cewki do masy. No i cała cewka poszła się podać.

To nie była wina sprężarki, tylko po prostu zwykle, głupie zwarcie. I właśnie o tym wszystkim myślę, jak stoję w warsztacie i rozmawiam z tym klientem o tym, co mu dolega. Bo ja nie mogę mu powiedzieć wprost: „panie, pan nie wie co pan chce zrobić”. Ja muszę go delikatnie naprowadzić na to, co jest dla niego najlepsze.

I to jest chyba najtrudniejsza część tej pracy. Bo z jednej strony masz klienta, który słyszał od „znawcy na YouTubie”, że wszystkie puszki są takie same i że można nimi nabić każdą klimę, a z drugiej strony masz rzeczywistość, która mówi co innego. I oni się potem dziwią, czemu to nie działa. No bo jak można wrzucić do samochodu olej, który jest przeznaczony do innego silnika?

To jest tak, jakbyś założył buty do biegania, a poszedł w nich na skocznię narciarską. Będzie bolało i koniec. A co do tych wszystkich bajek, że nowa klimatyzacja to samo zło, bo są wysokie rachunki? Przecież teraz to wszystko się robi inaczej.

Ja mam cały dom w klimatyzatorach, ale to wcale nie znaczy, że jestem tym gołym, co w zimie wpuszcza do środka mroźne powietrze. To jest pompa ciepła. Ona pobiera 1 kW prądu, a oddaje mi prawie 3 kW ciepła. To jest ta magia nowoczesnej technologii.

Ale spróbuj to wytłumaczyć człowiekowi, który przez całe życie siedział na kaloryferze. Nie ma mowy. Oni widzą tylko cenę na fakturze. No i jest jeszcze taki temat, o który ciągle wszyscy pytają, a mianowicie ten słynny olej do automatycznych skrzyń biegów.

Ja się załamuję, bo to jest najczęstsze pytanie na grupach. „Masz olej do DSG? ” No mam, tylko nie dla wszystkich. Bo jak ktoś ma silnik benzynowy i nie ma DPF-u, to może wlać olej z tym oznaczeniem A3B5, byleby tylko nie był to ten z niskim popiołem.

A jak ktoś ma diesla, to już musi uważać, czy ma DPF, bo jak ma, to musi iść olej C3. I to nie jest wymysł producenta, żeby zrobić na tym interes. To jest po prostu chemia. Zła specyfikacja to skrócenie żywotności silnika.

A właśnie, bo te pytania o oleje to ja zawsze traktuję jako taki wstęp do tego, żeby porozmawiać o konkretnych awariach. Bo jak ktoś dzwoni i pyta, czy mam olej, to i tak później wyjdzie, że problem leży gdzie indziej. A ja wtedy muszę być jak detektyw. Bo to nie jest tak, że jak ci coś stuka, to od razu wymieniasz cały silnik.

Czasami to jest po prostu kwestia tego, że ktoś wlał zły olej, bo był tańszy o 10 złotych. I teraz cały silnik do remontu. Ale czy to moja wina? Ja tylko próbuję pomóc.

A ludzie myślą, że do tego warsztatu to się wchodzi z samego rana i od razu wszystko robi się samo. A to jest ciągłe myślenie, ciągłe kombinowanie. Bo jak mam do czynienia z autem, to ja nie tylko wymieniam części. Ja muszę zdiagnozować, co się w środku popsuło.

Czasami to jest tak, że ciśnienie w układzie nie trzyma się normy, a ja szukam i szukam, i nie mogę znaleźć, dopóki nie kazałem klientowi sprawdzić, czy na pewno ma szczelnie zakręcone wszystkie zawory. I wtedy okazuje się, że to nie był uszkodzony skraplacz, tylko zapomniana zaślepka. A ja tymczasem przez pół dnia dochodziłem do tego, że to nie jest wina sprężarki. No i właśnie o tym jest ta cała moja robota.

O tym, żeby nie dać się zwariować, o tym, żeby słuchać klienta, ale nie do końca mu wierzyć, bo oni czasami opowiadają takie rzeczy, że włosy na głowie stają. Najgorzej, jak ktoś mówi: „panie, ja wiem, co panu jest, bo mi to wujek w internecie powiedział”. No to już jest początek końca. Wtedy wiadomo, że ta rozmowa nie skończy się dobrze.

Albo to ja będę musiał udowadniać, że wujek się mylił, albo klient będzie chodził i mówił, że mu źle zrobiłem, bo wujek mówił inaczej. Ja tam jestem otwarty na dyskusję, ale wszystko musi być oparte na twardych dowodach. Nie na tym, że „komuś kiedyś tak działało”. To ma być zrobione zgodnie z procedurą, bo inaczej to nie ma sensu.

A jak już wszystko sprawdzimy, to dopiero wtedy mogę powiedzieć: „tak, to jest ta część, to kosztuje tyle i tyle”. I to jest uczciwe. Bo ja nie wciskam człowiekowi nowego sprzętu, jeśli nie musi go wymieniać. Wręcz przeciwnie, jak widzę, że coś da się naprawić, to to robię.

No ale są takie rzeczy, których nie przeskoczę, bo zwykła fizyka. No i jeszcze ta cała otoczka rynkowa, o której nie mogę zapominać. Bo to, co dziś jest, za rok może być nieaktualne. Ja cały czas czytam, cały czas się uczę, bo producenci co chwilę wprowadzają nowe normy, nowe środki, nowe specyikacje.

To nie jest taka praca, w której kończysz szkołę, odstawiasz książki na półkę i już tak masz być. Tu się trzeba rozwijać cały czas. A to, co my kupujemy do warsztatu, to są konkretne inwestycje. Na przykład zamówiłem już dwa wiatraki do warsztatu, bo w lato nie idzie wytrzymać.

Właśnie myślałem, żeby jeszcze pomyśleć o takim stole probierczym do kompresorów, takim, na którym można by było sprawdzić sprężarki po remoncie. To by skróciło czas, a czas to pieniądz. I może dzięki temu bylibyśmy w stanie robić takie rzeczy, o jakich inni nawet nie śnią. Ale na razie to bujamy w obłokach, bo czekamy do września.

Do końca lipca działamy na pełnej, a potem mamy małą przerwę na przeprowadzkę, bo wynająłem już taki magazynek, to się tam przeniesiemy na trochę. Jakby się ktoś pytał, to poczekamy spokojnie, aż wszystko będzie gotowe, a nie będziemy działać w biegu. Na szczęście wszystko gra i nic nie pęka. I to chyba jest najważniejsze.

Bo w tej branży najważniejsze jest to, żeby klientowi dać gwarancję, że jak wyjedzie z warsztatu, to mu to nie odpadnie i nie wróci do niego ze zdwojoną siłą. Na koniec jeszcze wracam do tej jednej rozmowy, bo ona chyba najbardziej zapadła mi w pamięć. Klient przyjechał, żeby nabić klimę, a wyszedł z wiedzą, co ma sprawdzić w domu. Mówiłem mu o tych cewkach, o napięciu, o tym, żeby sprawdził, czy czegoś nie przycina.

I on na to: „dobra, panie, to ja jutro sprawdzę”. No i dobrze. Bo jak ktoś jest w stanie wysłuchać, to jest szansa, że czegoś się nauczy. A moim zadaniem jest tylko i wyłącznie to, żeby mu pomóc to zrobić bezpiecznie.

Bo ja wolę stracić klienta, który myśli, że wie lepiej, niż narazić go na niebezpieczeństwo. I tyle w tym temacie. Do usłyszenia.