Witam was serdecznie. Naprawiamy właśnie klimatyzację przy Skodzie, ale chcę wam opowiedzieć historię z życia wziętą, moją historię, którą przeżyłem z głośną firmą Ale Drogo. Słuchajcie, historia wygląda następująco. Na początku roku miałem na Ale Drogo wystawione kilka nowych przedmiotów do Mercedesów.

Między innymi była tam kierownica, nowiutka, wystawiona za tysiąc złotych. Sprzedała się dosyć szybko, znalazł się chętny. Facet próbował ją kupić, ale za pierwszym razem jakaś karta nie przeszła. Kierownica niby poszła na sprzedaż, a ja pieniędzy nie dostałem.
Ale Drogo oczywiście ściągnęło sobie prowizję z tej transakcji. Musiałem pisać pismo, żeby oddali mi prowizję, bo towar został zapłacony i sprzedany. Ale Drogo już wtedy zaczęło nakładać na mnie jakieś dziwne blokady. W końcu się udało, zwrot prowizji przyszedł, ale znowu trzeba było pisać pismo, żeby mnie odblokowali.
Wystawiłem więc ten przedmiot jeszcze raz. I wiecie co? Ten sam człowiek znowu kupił tę kierownicę. Wysłałem mu ją zapakowaną, wszystko było w porządku.
Pan sobie ją przyjął, podpisał, odebrał. Minął miesiąc. Nagle dostaję pismo na portalu Ale Drogo, że kierownica nie pasuje do jego pojazdu. Wiecie doskonale, że w regulaminie Ale Drogo mamy czternaście dni na zwrot.
Po tym terminie zwrotów nie ma. Tłumaczę więc panu, że skoro minęło ponad trzydzieści dni, nie mogę przyjąć od niego tej kierownicy. Ale on nie daje za wygraną. Jak odmawiam, zgłasza sprawę do Ale Drogo na mnie, że rzekomo oszustwo jakieś.
Napisał skargę, że nie chcę od niego przyjąć towaru i domaga się, żeby mu oddali pieniądze. Ale Drogo pisze do mnie, że mam się ustosunkować w ciągu siedmiu dni, bo inaczej oni załatwią to w taki sposób, że oddadzą pieniądze, a mnie będą ścigać sądownie. Tłumaczę im, że przecież macie w regulaminie napisane, że na zwrot jest czternaście dni i po tym terminie nie ma już zwrotów. A oni na to: tak, ale klient nie chce zwrotu, tylko reklamacji.
I tu zaczyna się cała zabawa. Ja nigdy nie dostałem od klienta pisma, że zgłasza reklamację. Ale Drogo po prostu sobie gdzieś tam podrobiło wstawkę do tego stopnia, że umieściło, że klient domaga się reklamacji. Pytam ich więc: nawet jeżeli tak piszecie, reklamacja, to towar jest zepsuty, uszkodzony, niekompletny, czy jak?
Bo on po prostu nie pasuje. A oni na to: jest reklamacja, musi pan zwrócić pieniądze. Jeżeli pan nie zwróci, my zwracamy i ścigamy pana do sądu. I żeby mieć podkładkę, Ale Drogo umieściło sobie w systemie to pismo, że jest reklamacja, a nie zwrot.
Zwrócili pieniądze właścicielowi. Ja powiedziałem, że nie poddam się, nie będę ulegał takiemu molochowi, bo nie wolno takich rzeczy robić. Prawo jest prawem i tego powinniśmy się trzymać. Do ostatniej chwili mówiłem, że absolutnie nie będę płacił, bo to nie ma sensu.
Myślę sobie: tysiąc złotych, nie ma sprawy, pójdziemy do sądu, będę się sądził do ostatniej kropli. Liczyłem się nawet z tym, że dostanę od sądu tak zwanego bana i będę musiał zapłacić za wszystko trzy, cztery tysiące z odsetkami. Ale przynajmniej dowiemy się, kto ma rację i kto jest po stronie prawa. Ale co się okazuje?
Ale Drogo oddaje sprawę do firmy Intrum. Taka firma windykacyjna, która nachodzi was codziennie, wydzwania i nakazuje zapłatę tych tysiąca złotych za kierownicę. I już na następny dzień dzwonią. – Dzień dobry, czy rozmawiam z panem Radosławem?
– Tak, słucham. – Dziękuję panie Radosławie, że pan odebrał. Informuję, że rozmowa jest nagrywana. Dzwonię z firmy Alecro.
– Przepraszam, z jakiej firmy? – Z firmy Alecro. W celu weryfikacji poproszę o nazwisko i adres e-mail. – popkorn333@gmail.
com. – Dziękuję. Kontaktuję się z panem w związku z zadłużeniem wynoszącym 1010 złotych i 95 groszy wynikającym z umowy z Allegro. Spłata wymagana jest na dziś.
Do której godziny ureguluje pan to zadłużenie? – Absolutnie żadnej. – A z czego to wynika? – Bo ja nie mam żadnego zadłużenia wobec Allegro.
– Czy może pan wysłać jakieś dokumenty to potwierdzające? – Proszę pani, nie będę wysyłał żadnych dokumentów. – W takim razie całe dokumenty zostaną wysłane do sądu, które były ustalane, że pan w dniu wczorajszym zapłaci. – Ale ja nic nie ustalałem.
Ja wam mówiłem, że nie mam żadnych zobowiązań wobec Allegro, że to są jakieś nieuczciwe tematy. I tak to się zaczęło. Opowiadam im całą historię od początku, że Ale Drogo w jakiś dziwny sposób chce sobie zarobić pieniądze, dodając do tego jeszcze jedną rzecz. Bo wiecie, kierownica nie została mi zwrócona.
Ja nie mam tej kierownicy fizycznie, bo klient, który ją kupił, nie oddał jej. Ale Drogo oczywiście wiedziało, że kierownica nie została zwrócona i że powinienem wystąpić z listem przewozowym, żeby odebrać we własnym zakresie towar od klienta. Jakoś dwa miesiące temu napisałem do pana, żeby odesłał mi tę kierownicę na mój koszt. Dopisałem, żeby było za pobraniem, za przesyłkę kurierską.
A on do mnie pisze: „Aha, czyli mam wysłać panu kierownicę za pobraniem 1020 złotych, bo 1000 złotych za kierownicę plus jeszcze 20. Cwany z pana. ”
Ja mu tłumaczę: nie, pan już dostał pieniążki z Ale Drogo, ja chcę tę kierownicę z powrotem. Oddam te tysiąc złotych Ale Drogo, bo mam dosyć tego Intrum, które wydzwania codziennie.
Cisza. Klient się nie odezwał. Ale Drogo stwierdziło, że ono się tym zajmie i załatwi sprawę, ale musi minąć około tygodnia od decyzji klienta. Dajmy mu tydzień, mówią, my panu pomożemy załatwić tę kierownicę.
Oczywiście Ale Drogo ucichło. Pan ucichł. A Intrum cały czas wydzwania. – W jaki sposób zorganizuje pani środki, aby dokonać spłaty?
– Ale ja nie zorganizuję, proszę pani, bo ja nie wpłacę. – Dlatego proszę się tutaj wsiąść w kaski i dokonać wpłaty. – Ale ja nie dokonam wpłaty w tej sprawie. – Dlaczego?
– Bo państwo oszukujecie i kłamiecie ludzi. Przecież ja już tyle razy mówiłem, dlaczego nie zapłacę. Niech pani mi powie, za co wiszę pieniądze w Allegro. – Czy ja wszystkie informacje pan miał?
Wszystkie informacje ma pan bezpośrednio na swojej stronie Allegro, gdzie są pieniądze za kierownicę. I tak w kółko. Dzisiaj już miałem serdecznie dość. Kiedyś na livie opowiadałem wam o tej historii i mówię: okej, niech będzie, wyślemy etykietę do pana, niech zwróci kierownicę.
Ale mówię, zadzwonię do niego, żeby go poinformować, że chciałbym mu na maila wrzucić list przewozowy zwrotny za kierownicę. Dzwonię:
– Halo, dzień dobry. Dzwonię w sprawie odbioru kierownicy od pana. Czy mogę wysłać etykietę na zwrot tej kierownicy na pana adres mailowy?
– Ja już nie mam tej kierownicy, proszę pana. – A pan nie ma kierownicy? – Nie, nie mam. – A co się z nią stało?
– A dlaczego to pana interesuje? Pan dostał pieniądze. Dlaczego pan jeszcze kierownicy? – No zobaczy pan.
– Czyli rozumiem, że pan kierownicy nie ma i koniec. I ona se poszła. – Tak jest. – Rozumiem, że nie mamy co liczyć na żaden zwrot, bo pan sobie zrobił z nią, co pan chciał.
Pan dostał pieniądze. Dlaczego pan się jeszcze interesuje tą kierownicą? – Bo nie rozumiem, ale pan też dostał pieniądze. To jest sprawa między panem a Allegro, nie moja.
Pan dostał swoje pieniądze, więc nie wiem, czy w ogóle to pana interesuje. – Ale panu już mówię, bo pan też dostał pieniądze. – No widzi pan. Pan jest zadowolony.
– Jestem zadowolony. – No nie jestem zadowolony, bo mnie ścigają za pieniądze, że mam oddać panu pieniądze. – Nie panu, tylko Allegro. – No widzi pan, jakby pan wcześniej normalnie zareagował.
– Ale ja nie będę tak reagował. Panie kochany, nie będę reagował. – Rozumiem, że pan nie chce odesłać tej kierownicy? – Nie, nie chcę.
– Nie chce pan? Super. Dziękuję panu serdecznie. Życzę miłego dnia.
– Nie mam i nie mam co panu odsyłać. Proszę pana, ja mam pieniądze z Allegro, jestem zadowolony. Pan ma pieniądze ode mnie, jest pan zadowolony. I cześć, i czapkę.
– Ale wie pan, Ale Drogo mnie ściga o te pieniądze. – To było trzeba się ze mną wcześniej dogadywać. W tej chwili ja już kierownicy nie mam. Proszę sobie iść i robić, co pan chce.
No i tak wygląda sytuacja z molochem Ale Drogo, który stwierdził, że mimo wszystko mam oddać mu pieniądze. Wiecie co? Albo w tym kraju będą normalne sądy i będzie normalnie wszystko poukładane, jak się należy, bo po tym telefonie z panem stwierdzam jedną rzecz. Nie będę się poddawał.
Nie poddam się do ostatniej kropli krwi. Będę walczył o swoje i zobaczymy. Chcę wystąpić na drogę sądową. W tej chwili Mateusz wysłał całą tę informację do naszego prawnika.
Będę się domagał odszkodowania od firmy Intrum za nachodzenie, za to, że w ogóle mnie nękają. Bo oczywiście życzyłem sobie, prosiłem, groziłem, błagałem, że mają mi dać święty spokój, ponieważ nie mają prawnie żadnej możliwości kontaktu ze mną. Uważam, nie jestem prawnikiem, ale mi się wydaje, że prawnie nie mają żadnych podstaw, żeby się ze mną kontaktować, bo nie mają pisma sądowego, że jestem jakimkolwiek dłużnikiem. To, że Ale Drogo im powiedziało, że wiszę pieniądze, to chyba nie jest powód, żeby dzwonić.
A nuż tam jest pomyłka, a nuż coś jest błędnie zrobione. A oni mi psują nerwy, krew i czas. Oprócz tego mam taką tendencję, że lubię rozmawiać na głośniku, więc dookoła inni ludzie słyszą, że jestem jakimś wielkim dłużnikiem. I w tym momencie uważam, że czas najwyższy wziąć to w swoje ręce i pójść z tym do sądu.
Co wy o tym sądzicie? Czy mam jakąkolwiek możliwość przebicia? Czy jednak będę stłamszony jak wszyscy inni i wyląduję na dnie? Zobaczymy.
Chcę wam pokazać, jak wygląda sytuacja walczenia o swoje. Pozdro. Trzymajcie się.


