Podpisałem czek na 150 000 złotych, żeby opłacić tę noc. To miało być zwieńczenie mojego życia, hołd złożony rodzinie, którą stworzyłem własnymi rękami. A teraz te same ręce, które przez lata broczyły krwią, by zbudować jej tron, okazały się zbyt brzydkie, by zasiąść przy jej stole. Na przegubie Adriana błysnął ciężki zegarek za 30 000 złotych — prezent zaręczynowy, który podarowałem mu jako gest powitania w rodzinie.

Skinąłem głową, odwróciłem się plecami do sali i wyszedłem w ulewę. Ten uśmiech na jego twarzy należał do złotego chłopca, który wierzył, że już dokonał skoku. Zaproponowałem, by przesłać dokumenty do mojego prawnika, Bartosza Lewandowskiego, do standardowej weryfikacji. Ale Weronika położyła dłoń na mojej dłoni, spojrzała szeroko otwartymi, niewinnymi oczami i powiedziała, że Adrian potrzebuje natychmiastowej gotówki.
Przypomniałem, że to moje nazwisko widnieje na umowie, że to moja karta pokryła zadatek 50 000 złotych i miała obciążyć się na kolejne 100 000 pod koniec wieczoru. Pojechałem do posiadłości. Nazwała mnie mściwym starcem i zażądała, bym natychmiast zadzwonił do hotelu i naprawił sytuację. Jak szybko potrzebuje robotnika, gdy przychodzi do płacenia rachunków.
Zadzwoniłem do mecenasa Bartosza Lewandowskiego, mojego zaufanego prawnika od 30 lat. Wszystko było podpięte do zaszyfrowanej lokalnej sieci. Zanim wyszedł, zostawił mi telefon na kartę do awaryjnego kontaktu. Adrian wpadł do środka we wczorajszym zniszczonym smokingu z rozwianymi włosami.
Weszli do sypialni, sprawdzili, czy śpię, i wyszli, zamykając drzwi. Syndykat groził mu śmiercią, jeśli nie odda gotówki do wtorku. Weronika podeszła do lodówki i wyjęła z ukrycia małą, nieoznakowaną fiolkę z przezroczystym płynem. Adrian jednak nie mógł czekać do jutra.
Transakcja sprzedaży mojej firmy do Nowicki Holding miała zostać sfinalizowana dziś. Weszli do sypialni. Należała do Ryszarda Nowickiego, mojego zaciekłego rywala z lat 90. Zadzwoniłem do niego o 6:45 rano.
Umówiliśmy się co do minuty. Trujący napój spłynął do odpływu. Wyszli do przedpokoju. Adrian triumfujący oznajmił, że jedzie prosto do siedziby Nowickich Holding, by sfinalizować sprzedaż.
Patrzył na mnie założyciel wolański, budownictwo, gotowy do wojny. Podszedłem do stołu i bez podnoszenia głosu wyjaśniłem mu jego błędy. Do sali weszli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, koordynowani przez mecenasa Lewandowskiego. Pojechałem do rezydencji.
Do sali wprowadzono w kajdankach doktora Kamińskiego, aresztowanego za sfałszowanie zaświadczenia. To wyrachowany drapieżnik, który wybrał luksusowe życie ponad moje prawo do istnienia. Przez lata trzymałem się przekonania, że więzy krwi obligują mnie do bezwarunkowej miłości. Traktowali moją miłość jako słabość do wykorzystania.
Byli nowotworem przyczepionym do mojego życiowego dzieła. Czasem to właśnie ona jest bronią, którą najbliżsi wykorzystują, by wykrwawić cię do cna.


