Wróciła do domu wieczorem, zdjęła płaszcz i od razu zadzwoniła do prawnika. Powiedziała tylko: „Mam pilną sprawę”. Potem usiadła przy oknie z herbatą, ale nie czytała książki, którą trzymała w rękach. Myślała o liście, który wysłała tego samego dnia do firmy syna.

Następnego ranka Damian otworzył kopertę. List był od jej prawnika. W środku znalazł informację o mieszkaniu przy ulicy Bronowickiej 53 w Krakowie, wycenionym trzy lata wcześniej na 820 000 złotych, oraz o lokacie w PKO BP na 240 000 złotych. Wszystko to miało zostać przekazane komuś innemu.
Nie jemu. Weronika, która zadzwoniła do niej kilka dni wcześniej, nie mogła uwierzyć, że to się dzieje. To była ta sama Weronika, którą wychowywała przez lata, gdy Damian miał problemy finansowe i nie miał wyjścia. Ta sama, która jako mała dziewczynka w białej sukience z bukietem róż uśmiechała się do fotografa.
Ta sama, która jako siedmiolatka płakała przy każdej burzy, a jej czytała bajki do snu. Damian zadzwonił do matki tego samego popołudnia. W jego głosie słychać było coś więcej niż zaskoczenie – ulgę. Powiedział: „Mamo, dostałem list od twojego prawnika.
Mamo, to można było wyjaśnić, zadzwonić do organizatorki, sprawdzić”. A potem dodał: „Zadzwonię do ciebie za kilka dni”. Odwiedził ją wieczorem. Wszedł do przedpokoju, ale ona powiedziała: „Jeśli przyszedłeś tutaj, żeby mi tłumaczyć, że Celina nie wiedziała, to lepiej wróć do domu”.
Ona wiedziała, że Celina, jego żona, była na liście gości. To ona kupiła sukienkę specjalnie na wesele do Galerii Krakowskiej trzy tygodnie wcześniej. Ale to nie o to chodziło. Damian próbował mówić o testamencie, ale matka przerwała mu: „Idź do domu, synu.
Wróć do Celiny i pomyśl nie o testamencie, ale o tym, kim chciałeś być jako mężczyzna i czy nim jesteś”. Potem poszła do kuchni i wypiła szklankę wody. Znalezła stary sweter Henryka, który oddała do kościelnej zbiórki. Wysłała go do swojej babci.
W niedzielę zadzwonił jej prawnik i powiedział, że list dotarł i że coś się stało z testamentem. Zostali do 18:00. Myślała przez długi czas i doszła do wniosku, że zemsta, której chciała, nie była taka jak w filmach. Nie chodziło o to, żeby kogoś ukarać, ale żeby pokazać, że jej decyzja ma znaczenie.
Testament był jej. Zostanie jej do końca jej dni, a po jej dniach to ona zdecyduje, komu go zostawi. Weronika nadal do niej dzwoniła. Damian przestał.
Ale to nie miało znaczenia. Wiedziała, że zrobiła to, co musiała.


