Marta wracała do domu po zapomnianą torebkę. Dwadzieścia minut jazdy, a serce biło jej coraz mocniej, bo do spotkania w biurze zostało tylko pół godziny. Wpadła do sypialni, chwyciła torebkę z komody i już miała wybiegać, gdy wzrok padł na telefon Aleksandra leżący na szafce nocnej. Nigdy nie zostawiał telefonu.

Nigdy. Podeszła bliżej. Ekran był ciemny, ale wystarczyło jedno dotknięcie, by zobaczyła powiadomienie z banku: „Potwierdzenie przelewu na kwotę 25 000 zł dla Oliwii”. Przelew zrealizowany dzisiaj o 9:15.
Marta zamarła. Oliwia to jego asystentka. Młoda, szczupła dziewczyna o anielskiej twarzy, zawsze uśmiechnięta w biurze. Marta zacisnęła palce na telefonie.
Otworzyła wiadomości. Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę imię Oliwia i nacisnąć szukaj. „Kocham cię, skarbie” – napisał Aleksander. „Tęsknię za tobą” – odpisała Oliwia.
„W końcu ta stara krowo gdzieś wyjedzie. Będziemy mieli cały weekend dla siebie. ”
Marta przeczytała jeszcze dwadzieścia trzy wiadomości. Gdy skończyła, telefon drżał jej w dłoni.
Z trudem wzięła oddech. Wiedziała, że jeśli teraz wybuchnie, wszystko straci. A musiała wiedzieć więcej. Zadzwoniła do biura i powiedziała asystentce, że ma nagłą sprawę rodzinną.
Potem usiadła na brzegu łóżka i przez następną godzinę przeglądała całą korespondencję Aleksandra. Znalazła przelewy hurtowe dla Oliwii i powiększające się saldo nowego konta. Zadzwoniła nawet do dyrektora banku i podając się za sekretarkę męża, wyciągnęła pełną historię transakcji. Przelewy dla Oliwii sięgały łącznej kwoty 180 000 zł.
Marta miała czterdzieści siedem lat, a od dwudziestu pięciu była żoną Aleksandra. Wspólnie zbudowali firmę od zera, a ona rezygnowała z własnych ambicji, bo „oni są drużyną”. Ale co to za drużyna, w której jeden gracz zostawia drugiego na lodzie? Wieczorem, gdy Aleksander wrócił z bukietem róż, powiedział:
– Dasz wiarę, ten projekt opóźni się o kolejny miesiąc.
Mam tyle pracy, że ledwo żyję. Marta wzięła róże do ręki, uśmiechnęła się i powiedziała:
– Musisz uważać na zdrowie. Postanowiła nie pokazywać mu tego, co znalazła. Przynajmniej na razie.
Bo zanim wybuchnie, chciała odkryć jeszcze kilka rzeczy – w tym to, o co chodziło w tym całym COE. Następnego dnia, gdy Aleksander wyszedł do pracy, zadzwoniła do biura prawniczego. – Pani Marto, otrzymałem wszystkie dokumenty – powiedział mecenas Grabowski. – Ale wbrew początkowym przewidywaniom, rzeczywiście mamy do czynienia z poważnym naruszeniem zaufania.
To może stanowić podstawę do rozwodu z orzekaniem winy. Marta wzięła głęboki oddech. – Ile mam czasu? – Sześć miesięcy.
Dokładnie tyle potrzebujemy, aby zgromadzić niepodważalne dowody. Wynajęła pani człowieka, który obserwował męża przez cały miesiąc. Mamy liczne zdjęcia i nagrania. – Wiem.
– Oprócz tego przeanalizowaliśmy księgowość. Jego brat Piotr ma spory dług hazardowy. Aleksander spłacił część jego zadłużenia – 200 000 zł z własnych, wspólnych oszczędności. Marta znieruchomiała.
Też o tym nie wiedziała. – Będę również potrzebował dostępu do nagrania z rozmowy, którą pani przeprowadziła z jego matką. – Ma pani to nagranie? – Jest z pani adwokatem w aktach.
Czy pani posiadała wiedzę, że Aleksander pożyczał bratu pieniądze? – Nie. – W takim razie mamy w rękach pełen komplet dowodów. Kiedy wyszła z kancelarii, telefon w końcu milczał.
Marta wsiadła do auta i odjechała. Potem zadzwoniła do siostry, a potem do najbliższej przyjaciółki. Nie powiedziała im wszystkiego, ale umówiła się na wieczorne spotkanie. Wieczorem, gdy wróciła do domu, Aleksander siedział przy stole i popijał wino.
– Byłem pewien, że wyjdziesz z pracy wcześniej – powiedział i pocałował ją w policzek. – Spotkałam się z siostrą. – Jak ona się miewa? – Dobrze.
Wspominała ostatnio, że mąż za dużo pracuje. Aleksander uśmiechnął się. – Może dołączysz do nas po pracy? – zaproponował.
Marta wyciągnęła z torby podpisany dokument o rozwodzie. – Niestety mam inne plany. Otworzył oczy i spojrzał na nią zaskoczony. – Co to jest?
– To wszystko, co ci zostało. Rozwód z orzekaniem winy. Dom, samochód, oszczędności i udziały w firmie należą do mnie. – Marta, co ty mówisz?
Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – Jesteś pewien, że chcesz się dalej spotykać z Oliwią? Wstała zza stołu i wyszła. Za sobą słyszała, jak jej mąż zaczyna przeczące potrząsać głową.
Rano, gdy zeszła do kuchni, Aleksander już siedział, ale wyglądał inaczej. – Marta, to było jednorazowe głupstwo. Możemy to naprawić. Za to, że cię kochałam i zapominałam o sobie, już nigdy nie naprawię.
Następnie zadzwoniła do ciotki Ludwiki, jedynej krewnej ze strony matki. – Ludwisiu, chcę, byś wiedziała, że rozwodzę się z Aleksandrem. Chcę, żebyś była świadkiem w sądzie. Ciotka westchnęła.
– Daj spokój, dziewczyno. To jest twoje życie, nie moje. – Wiem, ale jesteś jedyną osobą, która zna prawdę o tym małżeństwie. Zanim Ludwika zdążyła odpowiedzieć, Marta usłyszała w tle głos Aleksandra wpadającego do kuchni.
– Marta, o czym ty mówisz? Nie możesz tego zrobić. Uwzględnij chociaż dziecko, Antka. Marta spokojnie odparła:
– Aleksander, ja nigdy nie zapomniałam o dziecku.
Ty o tym dziecko nie pamiętasz. Marta chodziła do pracy, spotykała się z adwokatem i składała dokumenty w sądzie. Jej nową sekretarką została Oliwia, specjalnie przeszkolona, by zachowywać się naturalnie w obecności Marty, gdy ta przychodziła do biura. – Pani Marto, czy chciałaby pani kawy?
– spytała Oliwia z miłym uśmiechem. Marta uniosła wzrok znad dokumentów. – O, nie. Przyszłam tylko po to, by porozmawiać z twoim pracodawcą.
Gdy Aleksander wszedł do biura, Oliwia natychmiast spuściła wzrok. – Możemy porozmawiać na osobności? – zapytała Marta. Aleksander skinął głową i zamknął drzwi.
– Przyszłam ci powiedzieć, że w piątek mam rozprawę rozwodową. Twoja asystentka będzie zeznawać o waszym romansie. – Marta, nie wiesz, co mówisz. – Wiem, że to ona pisała w sms-ach: „W końcu ta stara krowo gdzieś wyjedzie”.
Aleksander pobladł. – Ja nie… ja nie wiem, o czym mówisz. – Masz prawo zachować milczenie. Marta wyjęła telefon i włączyła nagranie, na którym Oliwia dzwoniła do Aleksandra i umawiała się na spotkanie w hotelu.
Aleksander otworzył usta i zamknął je. Potem powiedział:
– Marta, możesz mieć wszystko. Tylko nie zabieraj mi Antka. – Antek nie jest przedmiotem negocjacji.
Wyszła z biura i pojechała do matki – matki Aleksandra. Wszystkie lata, które ta kobieta spędziła, ignorując jej obecność w życiu syna, w jednej chwili stanęły przed Martą jak karta przeglądowa. – Pani Marto? – spytała starsza kobieta zaskoczona.
– Grażyno, potrzebuję twojej pomocy. Chcę tylko jednego – wiedzieć, czy jesteś świadoma tego, co twój syn robi. – Aleksander nigdy nie był idealnym mężem. – Ale czy wiedziałaś o Oliwii?
Kobieta spuściła wzrok. – Nie. Chociaż… zawsze mi się wydawało, że dużo podróżuje służbowo. Marta wyjęła telefon i pokazała jej fotografię z nagrania, na którym Aleksander był w hotelu z asystentką.
Grażyna pobladła. – Nie wiedziałam, że to poszło tak daleko. – Więc staniesz po mojej stronie? – Obiema rękami.
Oliwia, dowiedziawszy się, że ma zeznawać w sądzie, zaczęła grozić Marcie przez telefon. – Jeśli wypowiesz moje nazwisko, zniszczę twoją firmę. – O, nie, skarbie. To ja cię zniszczę.
Wkrótce potem Marta otrzymała wiadomość od Oliwii:
„Mam nadzieję, że zeznania będą kosztować cię więcej, niż myślisz. ”
Marta nie odpowiedziała. Zamiast tego skontaktowała się ze starym przyjacielem, który był prawnikiem, i przygotowała pozew o naruszenie dóbr osobistych. – To jest twoja kopia – powiedziała, wręczając mu dokumenty.
– Przeczytaj, zanim się z kimkolwiek skontaktujesz. W sądzie, siedząc naprzeciwko Aleksandra, Marta widziała, jak jego twarz robi się czerwona, a potem blada. – Czy potwierdza pan, że utrzymywał pan romans z Oliwią Krawczyk przez co najmniej trzy lata? – spytał sędzia.
Aleksander milczał. Sędzia spojrzał na aktę. – W takim razie sąd orzeka rozwód z wyłącznej winy pozwanego i przyznaje pani pełną opiekę nad małoletnim synem. Zasądza również od pozwanego alimenty w wysokości 5 000 zł miesięcznie oraz nakazuje pokrycie kosztów postępowania.
Marta skrzyżowała ramiona. Nie czuła ani dumy, ani triumfu. Czuła tylko chłód, który od lat narastał gdzieś w środku, i który właśnie zmienił temperaturę jej całego życia. Po rozprawie Aleksander podszedł do niej na korytarzu.
– Myślałem, że mnie kochasz. – Ciebie kochałam, dopóki nie wybrałeś kogoś innego. To nie ja zniszczyłam to małżeństwo. Odwróciła się i wyszła.
Jej 200 000 zł zainwestowane w firmę męża w ciągu ośmiu lat przekształciło się w udział wart niemal milion złotych. – To był zakład, na który tylko ty stawiałaś – powiedziała do siebie, słysząc głos Aleksandra w słuchawce. Odebrała, wiedząc, że to on. – Co masz zamiar zrobić z tą firmą?
– zapytał. Marta uśmiechnęła się. – Zatrudnię nowego dyrektora. A ty dostaniesz tylko to, co należy ci się zgodnie z umową.
Odłożyła słuchawkę. Wieczorem odwiedziła siostrę i opowiedziała jej całą historię. – Myślałam, że go znasz – wyszeptała siostra. – Myślałam, że go znam.
Marta wróciła do domu, poszła do sypialni i otworzyła szafę. Zaczęła pakować rzeczy Aleksandra do worków. – Co robisz? – zapytał, pojawiając się w drzwiach.
– To nie jest już twoja sypialnia. Twoje rzeczy wylądują w garderobie. – Do jutra może wyjdziesz i znajdziesz coś dla siebie. Następnego dnia rano Marta otworzyła telefon i zobaczyła wiadomość od Oliwii:
„Spotkajmy się.
Kawa. Porozmawiamy, zanim zrobi się jeszcze gorzej. ”
Marta odpisała: „O której? ”
Spotkała się z Oliwią w kawiarni, pół godziny przed czasem.
Naprzeciwko niej usiadła młoda kobieta z lekkim, niepewnym uśmiechem. – Wiedziałam, że kiedyś to się wyda – powiedziała Oliwia. – Masz dzieci? – Nie.
– Ja mam syna. Masz 27 lat, jesteś młoda i piękna. Możesz ułożyć sobie życie. Ja nie mogę, bo ułożyłam sobie je z nim.
Teraz tylko próbuję odzyskać to, co mi zabrał. Oliwia spuściła wzrok. – On nigdy cię nie kochał. Przepraszam.
Marta wypiła łyk kawy. – Nie dzieje się tak, że kogoś nie kochasz, i jednocześnie co roku podpisujesz umowę, że zostajesz w małżeństwie. On grał. Ja wierzyłam.
Dopiero po chwili dodała:
– Powinnaś zrozumieć, że jesteś tylko narzędziem. Oliwia nie odpowiedziała. Marta wstała, zostawiła pieniądze za kawę na blacie i wyszła. Następnego dnia złożyła pozew o naruszenie dóbr osobistych przeciwko Oliwii oraz firmie Aleksandra i zażądała odszkodowania w wysokości 500 000 zł.
Kiedy wróciła do domu, zastała go z zapakowaną walizką w przedpokoju. – Wyprowadzam się. – To mądra decyzja. – Co z Antkiem?
– Antek zostaje ze mną. – Nie zgadzam się. – Nie pytam cię o zgodę. Sąd mi go przyznał.
Kiedy zamknęły się za nim drzwi, Marta odetchnęła. Poszła do kuchni, zrobiła sobie herbatę i usiadła przy stole. Dom był cichy.
Zostało tylko życie, zwyczajne, spokojne i należące wyłącznie do niej.


