Wczoraj matka zadzwoniła do mnie o pierwszej w nocy – powiedziała Agnieszka, ściskając telefon. – Mówi, że ma prawo do miejskich wygód. Całe życie harowała przy piecu, a rodzice Pawła są jeszcze młodzi i nieprzyzwyczajeni do asfaltu. Marta przycisnęła dłoń do piersi, tam gdzie pod płaszczem połyskiwała broszka.

Przychodzę do nich z całym sercem – dodała cicho. Potem trzasnęły drzwi wejściowe. Paweł nie powiedział, że pieniądze należą do Marty. Wrócił do kuchni, a Marta wylała herbatę do zlewu.
Przypomniała mu, że z domu jego matki do apteki idzie się siedem minut, a do ośrodka zdrowia dziesięć. On jednak widział w jej spokoju nie siłę, lecz przygotowanie do kapitulacji. Zamykał się w łazience i dzwonił do matki. Każde takie zdanie ścierało kolejną warstwę przywiązania Marty.
Wczoraj matka dzwoniła w samym środku dnia pracy. Jednocześnie znajdowała czas, by uśmiechać się do pacjentów wchodzących do holu, bladych ze strachu. Agnieszka mimo wszystko napisała do brata: Przeprowadzam się do miasta. W salonie spędzili wtedy prawie trzy godziny.
Paweł kiwał głową i od czasu do czasu sprawdzał telefon. Na karcie zostało mu dokładnie sto złotych do wypłaty. To zadzwoń do niej i powiedz, że matka wybrała meble – rzuciła Marta. – Więcej nie dzwoń do mnie w takich sprawach.
Paweł udał, że właściwie trafił do salonu zupełnie przypadkiem. Ja tylko chciałem zobaczyć system drzwi przesuwnych – powiedział do pracownika, który wcale go o to nie pytał. Wystarczyło, że Marta nie zgadzała się jechać do jego matki na cały weekend albo prosiła, żeby regularnie dokładał się do domowych wydatków. Pomogę ci nawet spakować rzeczy do walizki – powiedziała w końcu.
Wstała, odstawiła szklankę do zlewu i wyszła do sypialni. Paweł wolał zadzwonić do matki, niż przyznać się do blefu. Marta wiedziała, do kogo zadzwonił i jaką radę otrzyma. Nie próbowała już wracać do jego słów o rozwodzie ani do żądania, by oddała mieszkanie jego matce.
Potrzebowała tych sił do czegoś znacznie ważniejszego. Korespondencję zabezpieczyła hasłem. Zbierała dokumenty, kontakty, oferty. Wszystko, czego starsi ludzie potrzebowali do spokojnego i wygodnego życia.
Do przystanku szło się pięć minut spokojnym krokiem. Do przychodni były dwa przystanki autobusem. Do transakcji pozostawało zaledwie kilka dni. Nie miała żadnych złudzeń co do Pawła.
W tajemnicy przed mężem pojechała do rodzinnej wsi. Jedziemy do miasta, do notariusza – powiedziała ojcu. Ale po co ja mam jechać do notariusza? – mruczał, zaglądając kolejno do kredensu, komody i starej szafy.
Maciej przyjechał do miasta z ogromną skrzynką narzędziową. Ledwie wszedł do kawalerki, postawił ją na podłodze i zabrał się do pracy. Nowi sąsiedzi szybko zyskali powód do zadowolenia. Natychmiast zadzwonił do pani Haliny.
Przy miejscowym sklepie opowiedziała kilku kobietom, jak jej syn ustawił do pionu tę miejską latawicę i zmusił ją do kupienia mieszkania dla swojej matki. Wrzuciła do walizek wszystko: pościel, ręczniki, kolekcje tanich kryształów, kilka darów oraz starą maszynę do szycia. Wieczorem Marta wróciła z pracy do wynajmowanego mieszkania w wyjątkowo dobrym nastroju. No proszę, jednak przyszłaś – usłyszała w drzwiach.
Pani Halina stała w przedpokoju, trzymając klucze do nowego mieszkania. Miałaś sama zawieźć klucze mojej mamie. Marta spokojnie podeszła do dużej szafy wnękowej i rozsunęła lustrzane drzwi. Połowa zgodnie z prawem należy do mnie – powiedziała.
Potem podeszła do drzwi wejściowych i otworzyła je na oścież. Mówił do was Andrzej Biały. Życzę wam dużo zdrowia, wszystkiego dobrego i do usłyszenia ponownie.


