„Gdzie jesteś?” – zapytał Marek, jakby nic się nie stało. A ja stałam na przystanku z torbą w ręku i myślałam: wracam do domu, w którym od tygodni jestem sama, mimo że on siedzi obok. Moja…

„Gdzie jesteś?” – zapytał Marek, jakby nic się nie stało. A ja stałam na przystanku z torbą w ręku i myślałam: wracam do domu, w którym od tygodni jestem sama, mimo że on siedzi obok. Moja...

„Asiu, no co ty, jaka działka, jakie oszczędzanie, jestem głodny” – Marek odwrócił się do żony, a Halina, jego matka, uśmiechnęła się z satysfakcją. Joanna wstała od stołu, podeszła do blachy z resztkami obiadu, przełożyła mięso i ziemniaki do szklanego naczynia i wsunęła wszystko do zamrażarki. Potem spokojnie włożyła kawałek mięsa do ust. Od tygodni w domu Joanna i Marka narastało napięcie.

Thumbnail

On wracał z pracy zmęczony, rzucał skarpetki gdzie popadnie, drzemał na kanapie i pytał o jedzenie. Ona liczyła każdą złotówkę, odkładała na remont pokoju dziecka, które miało przyjść na świat za kilka miesięcy. Marek jednak nie widział powodu do oszczędzania. A jego matka, Halina, mieszkała z nimi od jakiegoś czasu – „tymczasowo”, jak mówiła – i miała własne zdanie na wszystko.

Początkowo Joanna próbowała rozmawiać. Tłumaczyła Markowi, że potrzebują pieniędzy na materiały, że kredyt ich dobija, że dziecko potrzebuje własnego kąta. On kiwał głową, obiecywał, a następnego dnia znów kupował batoniki i piwo, mówiąc, że „jakoś to będzie”. Joanna odkładała wałek malarski co dwadzieścia minut, siadała na stołku w pokoju, który miał stać się dziecinnym, i piła wodę.

Uśmiechała się do siebie, gdy widziała postępy. Ale gdy wchodził Marek, rzucał tylko: „No, no, ładnie” i szedł do lodówki. Pewnego wieczoru Joanna zadzwoniła do Marka, bo znalazła w internecie dobrą cenę na farby. On jednak powiedział, że „logistyka jest taka, towar gabarytowy będzie dostawa” i że sam się tym zajmie.

Joanna wsunęła telefon do kieszeni i wróciła do pracy. Następnego dnia Marek znów nie przyniósł żadnych materiałów. Za to Halina zapytała przy obiedzie, czy Joanna „na pewno dobrze się czuje, bo jakoś blado wygląda”. Joanna zaciskała zęby.

Kiedyś próbowała porozmawiać z Haliną o planach na przyszłość, ale teściowa tylko machnęła ręką: „Dziecko będzie miało czas, teraz najważniejsze, żeby Marek miał spokój w domu”. Joanna poczuła wtedy ukłucie w sercu. Ale nie powiedziała nic. Konflikt narastał z każdym dniem.

Marek jadł za trzech, narzekał, że w lodówce pusto, a gdy Joanna wspomniała o oszczędzaniu, on robił wielkie oczy. „To co, mam głodować? ” – pytał. Halina dodawała od siebie: „Mężczyzna musi jeść”.

Joanna patrzyła na swoje odbicie w oknie i myślała o tym, jak bardzo chce uciec od tego wszystkiego. Ale nie miała dokąd. Pewnego dnia Marek wrócił z pracy wcześniej. Joanna siedziała na podłodze w pokoju dziecka, skręcając meble z płyty wiórowej.

Marek stanął w drzwiach. „Co ty robisz? ” – zapytał zdziwiony. „Montuję szafę” – odpowiedziała spokojnie, nie odwracając głowy.

„Przecież mówiłem, że się tym zajmę” – rzucił, ale nie zrobił kroku do przodu. Joanna podniosła wzrok. „Kiedy? ” – zapytała cicho.

Marek wzruszył ramionami i poszedł do kuchni. Wieczorem Joanna gotowała barszcz. Marek siedział przy stole, przeglądając telefon. „Zamówiłeś tę dostawę materiałów?

” – zapytała, mieszając w garnku. Marek mruknął coś o hurtowni i logistyce. Joanna zmniejszyła ogień pod barszczem do minimum. „Joanna, ja to ogarnę” – powiedział w końcu.

Ale ona już nie słuchała. Myślała o tym, że w ciągu ostatnich trzech tygodni ani razu nie zapytał, jak się czuje, czy dziecko się rusza, czy potrzebuje pomocy. Następnego dnia rano Marek spał do południa. Joanna wstała wcześnie, zrobiła śniadanie, posprzątała.

Halina wyszła do sklepu. Joanna usiadła przy kuchennym stole i wyjęła stary notes. Przez chwilę patrzyła na zapisane liczby. Potem zamknęła notes i schowała go do szuflady.

Po południu Marek obudził się głodny. Otworzył lodówkę, zajrzał do chlebaka. „Nie ma nic do jedzenia? ” – zapytał.

Joanna wskazała na zamrażarkę. „Tam jest obiad z wczoraj”. Marek skrzywił się. „To zimne”.

„Podgrzej” – odpowiedziała. Marek westchnął i wyciągnął telefon. Wieczorem Halina wróciła z zakupów. Zobaczyła Joannę w pokoju dziecka, która nadal skręcała szafę.

„Tak sama to robisz? ” – zapytała. „Marek mógłby pomóc”. Joanna wzruszyła ramionami.

„Sam się nie zaproponował”. Halina pokręciła głową i poszła do kuchni. Tego wieczoru Joanna zjadła kolację w milczeniu. Marek jadł za dwóch, opowiadając o nowym sprzęcie w pracy.

Halina przytakiwała. Joanna patrzyła na ich twarze i czuła, że robi się jej zimno. Następnego dnia rano obudziła się wcześnie. Spakowała torbę.

Marek jeszcze spał. Halina piła kawę w kuchni. „Gdzie się wybierasz? ” – zapytała.

Joanna zawahała się. „Do sklepu” – skłamała. Ale zamiast do sklepu poszła na przystanek. Wsiadła w autobus i pojechała do swojej matki.

Marek zadzwonił wieczorem. „Gdzie jesteś? ” – zapytał zdziwiony. „U mamy” – odpowiedziała.

„Kiedy wrócisz? ” – zapytał, jakby nic się nie stało. Joanna milczała przez chwilę. „Nie wiem” – powiedziała w końcu.

Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. „To jakieś żarty? ” – zapytał Marek. Joanna poczuła, że ma go dość.

„Marek, ja już nie mogę tak dalej” – powiedziała cicho. „Nie mogę być jedyną osobą, która myśli o tym dziecku, o naszym mieszkaniu, o naszej przyszłości”. Marek westchnął. „No dobrze, wróć, porozmawiamy” – rzucił.

Ale Joanna nie chciała już rozmawiać. Chciała, żeby on w końcu zrozumiał. Przez kolejne dni mieszkała u matki. Marek dzwonił kilka razy, ale zawsze mówił o jedzeniu, o tym, że w lodówce pusto, o tym, że Halina narzeka.

Joanna słuchała i czuła, że oddala się od niego coraz bardziej. W końcu powiedziała: „Marek, ja potrzebuję trochę czasu”. Marek obruszył się. „To ty, ja tylko próbuję…” – urwał.

„Co? ” – zapytała Joanna. „Nic” – odpowiedział i rozłączył się. Po tygodniu Joanna wróciła do domu.

Marek powitał ją w progu. „No wreszcie” – powiedział. Joanna zdjęła kurtkę. Halina stała w kuchni.

„Zrobiłam obiad” – oznajmiła z dumą. Joanna usiadła przy stole. Jadła w milczeniu. Wieczorem, gdy Halina poszła spać, Marek usiadł obok Joanny.

„Słuchaj, ja wiem, że ostatnio było ciężko” – zaczął. Joanna podniosła wzrok. „Ale ja naprawdę staram się ogarnąć te materiały, tylko… no wiesz, praca, logistyka…” – urwał. Joanna spojrzała mu w oczy.

„Marek, ja nie potrzebuję logistyki. Ja potrzebuję, żebyś był” – powiedziała cicho. Marek spuścił wzrok. Przez chwilę milczał.

W końcu powiedział: „No to jutro pojadę do tej hurtowni”. Joanna skinęła głową. „Dobrze” – powiedziała. Następnego dnia Marek faktycznie pojechał do hurtowni.

Kupił materiały, przywiózł je do domu. Przez kilka wieczorów montował szafę, malował ściany. Joanna patrzyła na niego z okna kuchni. Halina kręciła głową.

„No nareszcie” – mruknęła. Joanna uśmiechnęła się do siebie. Może to początek czegoś nowego. Albo po prostu kolejna obietnica, która rozmyje się w codzienności.

Ale na razie patrzyła, jak Marek wbija kołki w ścianę, i myślała: może warto było odejść, żeby zobaczyć, czy on wróci. I wrócił. Ale czy został – tego jeszcze nie wiedziała.