Dzień dobry, witam serdecznie. Wreszcie piątek, a przed nami naprawa klimatyzacji w Skodzie Citigo. To piąta próba nagrania tego odcinka, ale w końcu się udaje. Małe, miejskie autko z silnikiem 1.

0, trzycylindrowym, jednostką, która uchodzi za nie do zdarcia. Problem w tym, że w środku jest gorąco, bo klima nie chłodzi. Zaczynamy od precyzyjnych pomiarów, żeby sprawdzić, co się stało. Wstępnie pada na zawór ciśnienia, ale diagnosta pokazuje, że ciśnienie jest idealne.
Elektryka działa, bo do sprężarki dochodzi napięcie. Wniosek jest prosty: padł elektromagnes sprężarki. To nie jest droga część, więc myślimy, że wymienimy tylko ten element i po kłopocie. Żeby to zrobić wygodnie, zdejmujemy całą sprężarkę i zabieramy ją na warsztat.
I wtedy pojawia się problem. Kręcę kołem pasowym i czuję opór. To koło powinno się kręcić luźno, osobno, a tutaj coś stawia opór. To oznacza, że padła cała sprężarka, a nie tylko elektromagnes.
Zabawa skończona – wymieniamy cały element. Po zamontowaniu nowej sprężarki Marcin odpala silnik. I wtedy dzieje się coś dziwnego. Coś hałasuje, coś stuka.
Nowa sprężarka wydaje z siebie niepokojące dźwięki. Podnoszę auto, Marcin włącza klimatyzację i słychać wyraźne terkotanie. To nie może być sprężarka. To brzmi, jakby coś było nie tak w okolicy skrzyni biegów albo sprzęgła.
Zaczynam szukać przyczyny. Okazuje się, że to nie wina sprężarki. Właściwym winowajcą jest malutka śrubka. Wentylator chłodnicy się rozpadł, bo ta śrubka wypadła i wszystko się posypało.
W środku nie ma już żadnych prowadnic, które trzymałyby wentylator na silniku. Cały mechanizm się zmielił, a wokół pełno metalowych opiłków. Przez tę jedną, malutką śrubkę przestał działać wentylator. A bez niego nie ma chłodzenia silnika ani chłodnicy.
To przez to klima nie działała, a silnik gotował się podczas jazdy. Klient powiedział, że pierwsze objawy pojawiły się ponad rok temu. Zapaliła się czerwona kontrolka, ale zgasła po chwili, więc jechał dalej. I tu jest sedno sprawy.
W tym aucie nie ma wskaźnika temperatury. Są tylko dwie lampki – niebieska i czerwona. Ta czerwona zapala się, gdy jest już za późno. Klient jechał niedawno autostradą A4, w upał ponad 40 stopni, z prędkością 140 km/h.
Auto jakoś dojechało, ale tylko dlatego, że akurat nie było wtedy tak gorąco. Gdyby był wskaźnik temperatury, klient zareagowałby znacznie wcześniej. Zobaczyłby, że coś jest nie tak, i nie doprowadziłby do tej awarii. A tak, jedna głupia śrubka zniszczyła wentylator, sprężarkę i omal nie zniszczyła silnika.
To wszystko przez oszczędności producenta, który zamiast wskaźnika dał dwie kontrolki. Może ktoś zapyta, czemu nie sprawdziłem temperatury komputeryzacyjnie. Owszem, mógłbym. Ale auto przyjechało do naprawy klimatyzacji, a nie przegrzewania.
Nie było jeszcze rozgrzane, więc nie miałoby to sensu. To tak, jakby ktoś przyszedł do mechanika z zepsutym hamulcem, a ten zaczął sprawdzać ciśnienie w oponach. Szacunek dla tego silnika, że to wytrzymał. Ta jednostka naprawdę pokazała klasę.
Ale to też przestroga – w autach bez wskaźnika temperatury trzeba być bardziej czujnym. My składamy wszystko do kupy i mamy nadzieję, że klimatyzacja w końcu zacznie działać jak należy. Nowe odcinki wkrótce pojawią się z nowego miejsca, z Oławy.


