Zaczęło się niewinnie – Skoda Octavia z silnikiem 1. 6 MPI trafiła do nas z objawami wypadania zapłonów. Klient opowiadał, że w poprzednim warsztacie wymieniono mu świece, cewkę i przewody, ale gdy Marcin zdjął osłonę, okazało się, że tam nic nie było robione. Świece wyglądały, jakby ktoś je tylko obejrzał, a jeden przewód był po prostu przerwany.

Kolektor został zdemontowany, żeby zrobić sobie porządny dostęp do wszystkiego. Najpierw sprawdziliśmy kompresję – na każdym cylindrze było po około 15 bar, jeden miał 14. Silnik był zdrowy, więc przystąpiliśmy do wymiany całego osprzętu zapłonowego. Cewka poszła nowa, od Valeo, żeby klient miał komplet.
Wymieniliśmy wszystkie cztery przewody, bo jeden był popękany i przy demontażu po prostu rozpadł się w rękach. Fajka była pęknięta i trzymała się tylko na gumce. Czwarta świeca była wymieniona, co akurat było dziwne, bo do pierwszej jest lepszy dostęp. Ale mniejsza z tym.
Przy okazji wymieniliśmy rurkę bagnetu, bo była ułamana i trzymała się tylko na jednym mocowaniu przy wentylatorze. Po złożeniu wszystkiego auto odpaliło na pierwszy strzał i pracowało równiutko. Zajączkowanie zniknęło. Klient zostawił auto, a sam z ekipą wynajął od nas Forda Focusa i pojechał do Czech – wracał w poniedziałek po odbiór swojej skodziny.
Następne zlecenie to Hyundai i40 – kompletne zawieszenie. Wózek przyszedł do nas z używki, klient był poinformowany i się zgodził. Ale zanim do tego doszło, trzeba było rozwiązać zagadkę. Podczas demontażu okazało się, że śruba w wózku jest ukręcona.
Zaczęliśmy wybijać tuleje, ale nic nie chciało wyjść. Zajrzeliśmy kamerą i zobaczyliśmy, że śruba jest z jednej strony przyspawana. Ktoś już tam grzebał i po prostu sobie ją przyspawał, żeby jakoś to trzymało. Po kontakcie z klientem zdecydowaliśmy się na wymianę całego wózka – znaleźliśmy nowy, używany, z dostawą za 500 zł brutto, razem z wahaczami i stabilizatorem.
Konstrukcyjnie to samo, tylko wersja prawdopodobnie z sedana, bo ma odważnik w trochę innym miejscu. Wahacze wyciągamy, bo do starych klienta dostarczone zostały nowe tuleje. Z tyłu wchodzą nowe amortyzatory, sprężyny i górne mocowania. Czasu mamy do końca sierpnia, bo właściciel pracuje na platformie wiertniczej, więc nie spieszy mu się tak bardzo.
Tymczasem w trzeciej hali chłopaki przygotowują miejsce pod nowy podnośnik – kopią fundamenty, jutro ma przyjechać beton. Ta hala będzie przeznaczona do nagrywek, z lepszym oświetleniem i dźwiękiem. Krzysiek, nasz nowy mechanik, dalej męczy się z Seat Ibiza, która jest mechanicznym koszmarem. Auto ma 24 lata, podwozie w opłakanym stanie.
Wymieniliśmy kompletny układ hamulcowy z przodu i z tyłu. Z przodu tylko zaciski zostały, bo prowadnice wymieniliśmy i wszystko wyczyściliśmy. Z tyłu zaciski stały dęba, więc poszły nowe. Przy okazji urwały się cztery śruby mocujące, ale na szczęście tylko tyle trzeba było wymienić.
W silniku poszło wszystko – nowy rozrząd, intercooler, kompresor klimatyzacji, przewody od intercoolera do turbosprężarki. Turbo sprawdzone kamerą, luzów brak. Czujnik ciśnienia doładowania był zaolejony i przytopiony, więc też poszedł nowy – powyżej 110 km/h auto wchodziło w tryb awaryjny. Poprzedni właściciel zrobił tam jakieś swapy, wrzucił silnik 131 zamiast 105, dorzucił stage 1, ale to już nie hulało.
Klient chciał wrócić do oryginału, ale znalezienie dobrej jednostki 1. 9 TDI graniczyło z cudem – to biały kruk na rynku, a jak już coś się znajdzie, to albo drogo, albo z niewiadomą historią. Przy okazji okazało się, że przewody od klimatyzacji były zardzewiałe, dziurawe i pękły w rękach. A intercooler to już w ogóle osobna historia – poprzednicy nawiercili w nim otwory i przykręcili przewody na śruby.
Potrzeba matką wynalazków, ale to była po prostu prowizorka. Wszystko wymieniliśmy na nowe, odpowietrzyliśmy układ kierowniczy i chłodniczy. Silnik odpalił, choć musieliśmy ruszać go ze startera przez stary akumulator. Krzysiek został jeszcze przy serwisie olejowym i odpowietrzaniu.
Marcin wrócił do Hyundaia i40, który już wcześniej go denerwował. Przód mamy zrobiony – kolumny od Auto GH weszły. Teraz kończymy tył i całe zawieszenie. Mam nadzieję, że auto zostanie pięknie oddane, bo klient zasługuje na porządną robotę – praca na platformie wiertniczej to nie jest łatwy kawałek chleba.
Radek wciąż jest na urlopie, opalony chorwackim słońcem, ale ja jako obsługa klienta już nastrzelałem chłopakom zleceń na nowy tydzień i na wrzesień. Roboty będzie sporo. A przy okazji przypominam – dbajcie o silniki. Płukanka, dodatek olejowy, ceramizator – to działa jak witaminy dla zdrowia.
Czysty silnik działa dłużej i sprawniej.


