Dzwonię do znajomego, bo wreszcie skończyłem swoje pomieszczenie do nagrań. Mamy gotowy warsztat, półki pełne, miejsce do pracy. I właśnie zaczynam kręcić nowe filmy, gdy wjeżdża do nas Opel Corsa z tajemniczą usterką. Właściciel przyjechał z problemem, który spędza mi sen z powiek.

Zbiorniczek płynu chłodniczego pusty. Pan twierdzi, że płyn znika w zastraszającym tempie, że ciągle musi dolewać. A my sprawdziliśmy wszystko. Silnik suchy, dywaniki suche, nagrzewnica sucha.
Nabijam ciśnienie do pięciu barów, trzyma idealnie. Nagrzewam silnik, jeżdżę po placu, nic. Ani kropli wycieku. Test na CO2 wychodzi negatywnie.
Olej czyściutki, żadnych śladów przedostawania się płynu. Zbiorniczek suchy w środku, tylko jakieś delikatne ślady olejowe, które mnie zmyliły i kazały zaglądać do cylindrów. Tam też nic. Zagadka.
Ktoś z czatu sugeruje, że to może być korek zbiorniczka. I właśnie do tego zaczynam się skłaniać. Ten korek trzyma za duże ciśnienie. Tylko w pewnym momencie musi coś puszczać.
To jedyna rzecz, która może być walnięta. Postanawiam, że w ciemno kupię oryginalny korek, założę klientowi i puszczę go na testy. Może to rozwiąże problem, może nie. Ale nie mam innego pomysłu.
Po drodze do domu jadę do mechanika zawieźć zamówione części. Dwie bańki oleju na próbę, filtry, do tego total 0W20 za trzysta złotych. Ceny oleju wystrzeliły w kosmos, aż mi się słabo robi, jak widzę te kwoty. Ludzie pytają o reklamacje, o tarcze hamulcowe budżetowych marek, o sprzęgła.
Młody chłopak pyta, czy w swoim VW z 170 tysiącami przebiegu może mieć jeszcze oryginalne sprzęgło. Radzę mu, żeby nie montował tanich napinaczy, tylko wziął Gatesa albo Conti, bo oryginał niekoniecznie jest tu potrzebny. Jest też sprawa, która naprawdę mnie wkurza. Znajomy opowiada o kempingowej przyczepie, którą kupił za ogromne pieniądze.
Firma Procamp, główny dealer przyczep Knaus we Wrocławiu. Sprzedali mu przyczepę z innym DMC niż w papierach. Wyszło to przy ważeniu. Na domiar złego, kiedy wystąpił z reklamacją, kazali mu samemu naprawiać przyczepę na gwarancji.
Potem przestali odbierać telefony. Zablokowali go. Teraz każe się kontaktować mailowo, ale na maile też nie odpowiadają. Został z niesprawną, zepsutą przyczepą na posesji i totalnie wygwizdaną reklamacją.
Mówi, że jest wściekły, że czuje się oszukany, że wydał kupę pieniędzy i nie może nigdzie jechać. Tłumaczę mu, na czym polega prawo. Możesz mówić, że się czujesz oszukany. Możesz mówić, że firma źle wykonała reklamację.
Ale nie możesz nazwać nikogo złodziejem ani oszustem, dopóki nie masz prawomocnego wyroku sądu. Zanim cokolwiek powiesz publicznie, musisz mieć dowody. On ma nagrania, ma dokumenty. Zdradza mi, że ma nawet nagranie, na którym właściciel firmy mówi mu na dzień dobry, żeby natychmiast wyłączył kamerę.
A potem proponuje mu, żeby założył lewe tablice i na nich wracał. Mówię mu, żeby wysłał pismo przedsądowe, żeby zaangażował prawnika. Żeby nie robił nic na własną rękę. Wieczorem, gdy wjeżdżam pod swój dom, mam już dostarczone części dla mechanika.
Stoję przed warsztatem i myślę o tej całej historii. O tym korku, który może być jedyną przyczyną tajemniczego znikania płynu. O znajomym, który został oszukany na ogromną sumę i nie może nawet ruszyć w trasę, bo jego przyczepa stoi zepsuta. Jutro z samego rana mam zadzwonić do prawnika.
I mam załatwić ten temat raz na zawsze.


