Mówię do telefonu, a on nic. Powiadomienia nie przychodzą, speed chat milczy jak zaklęty. Sprawdzam jeszcze raz, podnoszę uchwyt, opuszczam go niżej, a tu nagle wszystko gra. Obraz ostry, telefon siedzi jak wmurowany, ani drgnie.

Taka mała rzecz, a cieszy bardziej niż niejedno wielkie wydarzenie. Ktoś mi sprawił ten uchwyt i nie chce się przyznać, a ja od pół dnia dziękuję w ciemno. Dziewięć osób na transmisji, potem szesnaście. Witam wszystkich serdecznie, kto tam zagląda.
Jerzy pytający o ostrość, Daniel o to, dokąd jadę. Do domu, do domu, skończył się tydzień. Wszyscy jesteśmy wymordowani do granic możliwości. Nogi bolą, ręce odmawiają posłuszeństwa, ale udało się.
Pierwsze auto stanęło na podnośniku w nowym warsztacie. Trzeba podziękować Wąskiemu, Marcinowi, Kamilowi i Julce, bo bez nich nic by z tego nie było. Wracali do domów po północy, oddawali ostatnie siły, a przecież nie musieli. Wiem, że to dla nich chleb, ale nie musieli robić tego aż tak.
Jeszcze mnóstwo roboty przed nami, przydałby się kolejny tydzień, ale siły się skończyły. Wrócę i zacznę trzecie pomieszczenie stricte dla siebie, żeby brać tam najcięższe rzeczy i nagrywać filmy. Warsztat w Oławie na Lipowej 1D rusza od trzeciego sierpnia. Wynajęliśmy halę, można powiedzieć, że w galerii, bo tak ją nazwałem.
Będą trzy, cztery podnośniki. Sklep już działa od jakiegoś czasu, wrócił do życia po naprawie, więc zapraszam, żeby ktoś sprawdził, czy wszystko chodzi jak należy. Łukasz pyta o auto, pierwsze 130 kilometrów, skrzynia ASIN, osiem biegów, 1. 5 Blue HDI.
Mówię mu, że to zwinna jednostka, można ją porównać do 1. 6 HDI, a nawet do starszego dwulitrowego sto czterdziestokonnego. Tylko żeby stosował antykrystalizator, zwłaszcza zimą, i wymieniał olej co dziesięć tysięcy. Sam mam podobny silnik w Fordzie, tylko bez Blue, i jestem zadowolony.
Tylko niech leje ten olej, który zaleca producent, a nie wymyśla na własną rękę. Gęstszy nie znaczy lepszy. Jak ma wycieki, niech naprawia, a nie kombinuje, bo w dłuższej perspektywie zniszczy jednostkę. Ktoś pyta o filtr paliwa do Superba.
Mówię, żeby wymieniał co drugą wymianę oleju, czyli gdzieś co dwadzieścia, dwadzieścia pięć tysięcy. A olej w tym silniku to wymiana obowiązkowa co dziesięć tysięcy, to nieprzekraczalne. No i od czasu do czasu warto się przegonić, żeby silnik nie zamulał. Przeglądam pytania, ktoś się pyta, co lepsze na przebiegi piętnastu tysięcy rocznie.
Odpowiadam, że nie ma znaczenia, liczy się norma i to, co zaleca producent. Klementyna pisze o oleju C3, a ja potwierdzam, że jak trzeba, to C3 też będzie odpowiednie. Ważne, żeby nie lać czegoś, co nie pasuje do silnika. Grzegorz pyta, kiedy skończą drogę, i śmieję się, że to chyba wieczne pytanie.
Daniel dodaje, że każdy tak ma przed urlopem, ogień na firmie. No nie każdy, ale my akurat trafiliśmy na wyprowadzkę w czerwcu. Wiedziałem, że to nastąpi, ale zawsze to dodatkowy stres. Jadę sobie dalej, pokazuję ludziom okolicę, mijam starą lokalizację warsztatu.
Puste miejsce, tylko dwa samochody i autobus. Kiedyś tutaj zawsze coś stało, a teraz nic. Deweloper wejdzie, wykupi i powie nara. Mnie to już nie interesuje, zaczynam nowy rozdział.
Widzę po prawej budynki, to też były zakłady wojskowe, ale i one znikną. Kiedyś proponowali mi, żebym został na dłużej w starym miejscu, ale to był tylko chwyt. Coś się tam będzie działo, ale to nie moja sprawa. Ktoś pyta o uchwyt na motocykl, czy tłumi drgania.
Mówię, że tak, i że to ważne, bo drgania potrafią zniszczyć obiektyw od środka. Koleś pisze, że ma taki od czterech lat i nic nie drga, więc spokojnie. Przyjeżdżam pod dom, a tu nagle okazuje się, że Marcin ma awarię. Passat mu zdechł, nie ma mocy, ledwo jedzie.
Milionowy przebieg, wtryski nigdy nie robione. Wracam, zawracam i jadę go ratować. Od tego są koledzy, żeby jeden drugiemu pomógł. Nie zostawię go samego na weekend, w lesie, zepsutego.
Nawet do domu nie zdążyłem wjechać, tylko od razu nawrotka. Dzwonię do mamy, mówię, że wracamy później, bo jedziemy ratować Marcina. Mama pyta, co się stało, a ja mówię, że Passat nie ma mocy. Ona na to, że myślała, że żona mu wlała.
Śmieję się, bo z Mamą to zawsze można się pośmiać. Julka pisze, że już poinformowała, a ja tylko kręcę głową. Marcin to mój kolega od urodzenia. Wychowaliśmy się na jednym podwórku, on mieszkał pode mną, ja nad nim.
Pamiętam, jak jego ojciec kupił telewizor kolorowy i mieliśmy jedną kasetę z filmem, coś o Bogu. Taka fajna była, że ją zahaczyłem i nie oddałem na wymianę. Jeździło się na giełdę wymieniać kasety, czasy były inne. Teraz jeździmy ratować zepsute samochody, ale wiadomo, że kto pomaga, ten może liczyć na pomoc.
Marcin dzwoni i mówi, że Passat chwilowo odzyskał moc, ale jedziemy dalej, bo zaraz mu znowu odbije. Lepiej go mieć na oku. Podobno puścił taką chmurę dymu, że nic za nim nie było widać. Ale przynajmniej sam dojedzie gdzieś bliżej, to nie trzeba będzie lawety.
Po drodze mijam stację, trzeba zatankować. Patrzę na ceny, gaz 2,83, benzyna 7,44. Krzyś się pyta, czy zrezygnowałem z własnej hali, a ja mówię, że nie, jak dostaniemy zgody i pozwolenia, to będziemy stawiać. Na razie mamy wynajęte, ale plany są ambitne.
Nawet jak wrócę z wakacji, to od razu ruszamy z kolejnymi podnośnikami. Rozmawiamy o kamperach, bo ktoś pyta, czy lepszy kamper czy przyczepa. Mówię, że kamper jest fajny, ale tylko na dwa dni w jednym miejscu. Jak chcesz po chleb, musisz odpalać cały kamper i jechać dwanaście kilometrów do sklepu.
A z przyczepą masz samochód do dyspozycji, odczepiasz i jedziesz gdzie chcesz, nawet do lekarza na szybkości. Kamper to jedna jednostka, którą ciągniesz cały czas, czy po papierosy, czy po rzodkiewkę. Dlatego wolę przyczepę. Radzę każdemu, kto myśli o karawaningu: najpierw wynajmij przyczepę, potem kampera, i sam sprawdź, co ci pasuje.
Nie kupuj od razu sprzętu. Mijam drogę, którą niedawno naprawili. Kiedyś były tu takie koleiny, że wyrzucało auta na pobocze, do rowów. Dużo wypadków się zdarzało.
Teraz jest równo, chociaż dalej są dziury na bocznych drogach. Ale przynajmniej główna trasa jest znośna. Ktoś pyta o pracowników. Mówię, że od wtorku będzie nas czterech mechaników, do tego obsługa klienta.
Ktoś pyta, czy szukam więcej, ale na razie komplet. Jak się rozkręci, to zobaczymy. Na nowym miejscu będzie nowy pracownik, na pewno. Julka mówi, że miejsce jest całkiem fajne, nawet lepsze niż poprzednie.
Galeria jej się podoba, a ja się śmieję, że można na mnie mówić Radek galerianka, tylko nie galerian. Julka ma siedemnaście lat i robi prawo jazdy. Właśnie zdała jakieś testy, mówi, że trudniejsze też zrobiła. Ja jej mówię, że kapturek coraz bliżej, a ona się śmieje.
Ktoś pisze, że w wieku siedemnastu lat można już robić kurs, trzy miesiące przed osiemnastką to akurat tyle trwa. No i dokument i tak dostanie później. Najważniejsze, żeby po zdaniu nie od razu wsiadać i jechać, tylko jeździć z kimś doświadczonym. Dzisiaj uczą zdać egzamin, a nie jeździć.
To nie to samo. Ktoś pyta, co chce studiować, a ona mówi, że psychodietetykę. Bo coraz więcej psychicznych ludzi na świecie, a psychodietetyka jest lepsza niż zwykła dietetyka. Ja się śmieję, że będzie tatusia leczyć.
A ona na to, że jak kocha, to kocha na maksa, i żeby Jacek nie mówił do niej takich rzeczy, bo się odpali. Jacek pisze, że kocha, a ja mu mówię, żeby nie mówił takich rzeczy do mojej córki, bo ona jak kocha, to na maksa. Ktoś dodaje, że urodę ma po mamusi, ale odpala się jak ojciec. No cóż, chybabardziej.
Zatrzymujemy się w Żabce, bo pić mi się chce. Julka mówi, że jej też. Wchodzimy, ja biorę coś dla siebie, a ona narzeka, że w wieku trzynastu lat mogła kupować energetyki, a teraz nie może, bo nie ma osiemnastu. Śmieję się i mówię, że mogę jej kupić kawę.
Bierze zwykłą, bez kofeiny czy coś. W kasie problem, bo karta nie działa, ale zawsze tak jest, jak trzeba zapłacić. W końcu się udaje, wychodzimy z zakupami. Po drodze ktoś mnie zaczepia, jakiś Adam.
Mówi, że widział, że mogłem wjechać do warsztatu, a nie stać pod bramą. Ja na to, że nie mam bramy, więc podjechaliśmy pod tę od nowego miejsca. Okazuje się, że lepiej było wjechać do środka. No trudno, teraz już wiemy na przyszłość.
Wracamy do Marcina, a ten już czeka. Mówi, żebyśmy się spieszyli, bo nie chce stać w polu całą noc. Pakujemy go do auta, jedziemy dalej. Po drodze mijamy jakąś awarię, ktoś stoi na poboczu, ale my mamy własną misję.
Ktoś pyta o tachograf, ja mówię, że trzeba włączyć jako taxi, bo ciągniemy przyczepę. Ktoś inny pisze, że chciałby wejść w skład załogi, ale mówię, że na razie komplet, od wtorka będzie nas czterech mechaników. Jak się zwolni miejsce, to dam znać. Zaczyna się ściemniać, a my dalej w trasie.
Julka zasypia na tylnym siedzeniu, a ja tylko patrzę na drogę i myślę o tym, co jeszcze trzeba zrobić przed wyjazdem. Przyczepa czeka, trzeba ją zapakować, przeważyć, bo nie chcę mandatu. Zamówiłem lustro, które pękło, no i łóżko zostaje takie, jakie jest, bo producent nie umie go naprawić. Facet z Knausa nie wie, jak to rozwiązać, a przecież wyprodukowali całą przyczepę.
Gratuluję im serdecznie. Ktoś pyta o winietę, a ja dopiero teraz sobie przypominam, że przecież muszę kupić na Austrię. Dobrze, że ktoś mi o tym przypomniał, bo wjechałbym bez i miałbym problem. Kupię online, tak jak w zeszłym roku.
Tylko muszę pamiętać, że na zestaw powyżej 3,5 tony to będzie drożej. Rozmawiamy o lekarzach, że podobno robili lewe zabiegi i nabijali kasę. Ktoś mówi, że przez nich zaraz nie będzie się opłacało być lekarzem, bo ukrócą lewizny. Ja tylko się śmieję, że każdy orze jak może.
Ktoś dodaje, że dziadek wszedł na konto pacjenta, a tam pięćset złotych wizyta. No cóż, świat nie jest sprawiedliwy. Dojeżdżamy w końcu tam, gdzie trzeba. Marcin wysiada, my pomagamy mu z autem.
Passat staje w warsztacie, a my wracamy do domu. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale udało się. Kolega nie został na lodzie, a ja w końcu mogę jechać na zasłużone wakacje. Jeszcze tylko pakowanie, przeważenie przyczepy i w drogę.
Dziękuję jeszcze raz za ten uchwyt, naprawdę strzał w dziesiątkę. Trzymajcie się wszyscy i do zobaczenia.


