Klimatyzacja chodziła cicho, a on wyglądał, jakby szykował się do wyjazdu nad morze, a nie do przysługi dla mamusi. Roman westchnął ciężko, bo wiedział, że to nie będzie szybki wypad. „Mama musi podjechać do centrum ogrodniczego. Jest promocja na donice i ziemię tylko do południa, a przychodnia ci nie ucieknie.

”
Dla jego matki ziemia do pomidorów to była świętość. Kosztowała ponad 200 000 złotych – Marian sam pojechał z nią do salonu pod Warszawą. Ale bolała nie przez same pieniądze. „Rąciu, jak będziesz wracał, podjedź ze mną tylko do apteki.
A skoro już będziemy samochodem, to może jeszcze do mięsnego, bo tam mają dobrą kiełbasę. ”
Nie dlatego, że szkoda jej było podwózki do apteki. Chodziło o coś innego. „Potrzebuję dwóch półek i farby do altanki.
” powiedziała Urszula. „Do altanki? ” zapytał Marian. Zanim przekazał jej kluczyki, dopilnował, żeby w samochodzie była porządna aplikacja do zabezpieczeń i monitorowania tras.
„No, ziemi takiej do warzyw. Do mojego bagażnika. ”
Roman zerknął na nią. Chciał powiedzieć, że to nie jest furgonetka, że auto za ponad 200 000 złotych nie jest taczką na kołach, że jej ojciec nie kupił tego samochodu po to, żeby woziła w nim ziemię, sadzonki i metalowe grabie.
Ale nie powiedział. Poszedł do kuchni, otworzył lodówkę i zaczął szukać kolacji, jakby w półkach mógł znaleźć wygodne wyjaśnienie. „Zejść do sklepu po świeże bułki, sok i kilka drobiazgów na weekend. ” rzuciła Urszula.
Urszula zatrzymała się przy wejściu do klatki. Złoto do pomidorów. Bagażnik powoli uniósł się do góry. „Ty chyba nie zamierzasz tego wkładać do mojego auta.
” powiedziała Urszula. „To nie jest samochód do przewożenia obornika. Ja nie proszę o wycieczkę do Krakowa, tylko o pomoc. Nie wkładacie tego do auta.
”
Urszula zrobiła krok do przodu. „Synu, pakuj, nie będziemy tu stać do południa, bo pani wielka właścicielka ma humory. ”
Podniósł wiaderko i wsunął je do bagażnika. Roman prychnął, złapał drugie wiaderko i wsunął je obok pierwszego.
Otworzyła tylne drzwi i wsiadła do środka. Wiesława przycisnęła chusteczkę do nosa. „Szacunek działa w dwie strony. ” powiedział Marian do uchylonej szyby.
Przyciśniętą do piersi i miną kobiety, która bardzo chce udawać, że nic się nie stało. Marian odwrócił się do Romana. „Do tego ozonowanie bez kombinowania, bez sam odkurzę bez choinek zapachowych z marketu. ”
Następnego dnia Roman rzeczywiście pojechał do studia detailingu.
Kilka dni później Roman sam zapytał: „Ula, chcesz, żebym was zawiózł z Jasiem do przychodni? ”
Jaś siedział bezpiecznie w foteliku, machał małymi rączkami i gaworzył do pluszowego misia. Od tamtej pory samochód wrócił do swojej właściwej roli. Woził Urszulę i Jasia do przychodni, na spacery, po większe zakupy, czasem do Mariana na niedzielny obiad.
Dziękuję, że byliście ze mną do końca.


