Obudziła się w tonącym samochodzie. Woda wlewała się do środka ciemnym strumieniem, a pas bezpieczeństwa trzymał ją przygwożdżoną do fotela. Ból w klatce piersiowej narastał. Próbowała złapać oddech, ale powietrza było coraz mniej.

Wtedy usłyszała głosy. Na zewnątrz. Głos swojego męża Andrzeja. Rozmawiał z kimś.
Śmiał się. – Nie martw się, załatwiłem wszystko. Olga nie przeżyje tej nocy. Wypadek wyglądałby całkiem naturalnie.
Serce Olgi stanęło na ułamek sekundy. Poznała drugi głos. Swietłana, jej przyjaciółka, kobieta, którą sama wprowadziła do swojego domu, z którą piła wino i której zwierzała się z małżeńskich problemów, odpowiedziała cicho:
– Musisz tylko dopilnować, żeby nikt niczego nie podejrzewał. Potem będziemy mieli wszystko dla siebie.
Olga zacisnęła dłonie na kierownicy. Woda sięgała już jej brody. Wiedziała, że jeśli zaraz nie uwolni się z pasa, utonie. A oni stoją tam i planują jej śmierć, myśląc, że jest już martwa.
Szarpnęła klamkę. Zamek był zablokowany. Woda napierała na drzwi. Spróbowała rozpiąć pas, ale mechanizm zacinał się w mokrych palcach.
Na zewnątrz usłyszała kolejne słowa. Andrzej powiedział coś o ubezpieczeniu. O polisie na jej życie. O tym, że dom i ziemia przejdą na niego bez żadnych problemów.
Olga wiedziała, że jej śmierć to dla niego tylko transakcja. Z całych sił pchnęła drzwi. Woda wdarła się do środka z ogromną siłą. Na moment straciła orientację.
Zanim wypłynęła na powierzchnię, zaczęła tracić przytomność. Ale instynkt był silniejszy. Uderzyła głową o szybę, poczuła sól w ustach i w końcu wypchnęła się na zewnątrz, łapiąc powietrze. Wypłynęła w ciemności.
W oddali zobaczyła światła samochodu. Andrzej i Swietłana odjeżdżali. Nie sprawdzili nawet, czy nie żyje. Uznali, że zniknęła pod wodą.
Olga dopłynęła do brzegu. Cała się trzęsła. Była pobita, wyczerpana, ale żyła. Nie miała telefonu, tylko mokre ubranie i jedno pragnienie – przeżyć i sprawić, żeby oni zapłacili za to, co jej zrobili.
Nie wróciła do domu. Nie zadzwoniła na policję. Wiedziała, że Andrzej jest zbyt sprytny, by zostawić ślady. Wiedziała też, że jeśli oficjalnie zgłosi zamach, on odwróci sprawę i zrobi z niej histeryczną żonę.
Uciekła w stronę lasu, idąc przez całą noc, aż przed świtem dotarła do małej wsi na uboczu. Zapukała do jedynych drzwi, które kojarzyła z bezpieczeństwem. Stara Nina, jej ciotka, otworzyła po chwili. Zobaczyła przemoczona, zsiniałą Olgę i bez słowa wciągnęła ją do środka.
Nie zadała żadnych pytań. Po prostu podała jej gorącą herbatę i koc. Olga opowiedziała jej wszystko. O tonącym aucie.
O głosach Andrzeja i Swietłany. O ubezpieczeniu, które miało uczynić z niej ofiarę wypadku. Nina słuchała spokojnie, a gdy Olga skończyła, powiedziała tylko:
– Takich jak on znam. Nie myśl, że jesteś pierwszą, którą próbował skreślić.
Następnego dnia Nina wyciągnęła z zakurzonej szafy stare dokumenty i telefon. Zanim Olga zdążyła zapytać, po co to wszystko, Nina wyjaśniła:
– Jeśli chcesz, żeby Andrzej i ta kobieta zniknęli z twojego życia na dobre, to nie zrobisz tego przez policję. Zrobisz to ich własną bronią. Olga przez kilka dni nie wychodziła z domu.
Za każdym razem, gdy słyszała przejeżdżający samochód, serce biło jej szybciej. Bała się, że Andrzej odkryje, że żyje. Bała się, że wróci i dokończy to, co zaczął. Nie spała po nocach.
W końcu, czwartego dnia, weszła do kuchni, gdzie Nina naprawiała stary zegar. – Muszę wiedzieć wszystko o Andrzeju – powiedziała cicho. – O jego interesach, o ludziach, z którymi się zadaje. O wszystkim, czego nie chciałby ujawnić.
Nina uniosła wzrok. Przez chwilę mierzyła Olgę spojrzeniem, po czym skinęła głową. Olga poczuła, że właśnie otworzyła drzwi do czegoś, co może ją całkowicie pochłonąć. Ale już się nie bała.
Dostała nazwiska i adresy. Były wśród nich osoby, których lepiej nie znać – ludzie z przeszłości Andrzeja, mroczne powiązania, dziwne umowy. Olga zaczęła układać puzzle. Dowiedziała się o kontach w rajach podatkowych, o firmach-słupach.
O tym, że Andrzej od lat wyprowadzał pieniądze z ich wspólnej firmy, zostawiając jej tylko długi. Swietłana też nie była przypadkiem. Olga odkryła, że była byłą wspólniczką Andrzeja. Kobieta, która zniknęła nagle kilka lat temu i pojawiła się ponownie jako „przyjaciółka” Olgi.
Czuła się wykorzystana. Ale potrzebowała dowodów. Trzy dni później do drzwi zapukała kobieta w średnim wieku, przedstawiła się jako sąsiadka. Olga początkowo była ostrożna.
Dopiero gdy kobieta powiedziała, że widziała Andrzeja i Swietłanę w nocy wypadku, Olga wpuściła ją do środka. Miała na imię Raisa. Twierdziła, że od tygodnia obserwowała dom Andrzeja, bo jej córka zniknęła w podobnych okolicznościach kilka lat temu. Raisa powiedziała, że Andrzej nie działa sam.
Ma wspólnika. Nazwisko, które padło, brzmiało obco, ale Olga zapamiętała je. To był człowiek, którego Andrzej nazywał „starym przyjacielem”. Spotykali się w garażu na obrzeżach miasta.
Raisa podała adres. Tej nocy Olga poszła tam sama. Zobaczyła Andrzeja i Swietłanę, wsiadających do samochodu. Z ukrycia obserwowała, jak jadą w stronę lasu.
Ryzykowała, ale musiała wiedzieć. Poszła za nimi. Po godzinie dotarła do starej leśniczówki. Przez okno zobaczyła ich rozmawiających.
Usłyszała imię Michała. Jej mąż mówił o kimś, kogo „trzeba uciszyć”. Olga wróciła do Niny i powiedziała jej o wszystkim. – Michał to twój brat?
– zapytała Nina. Olga pokręciła głową. Michała poznała tylko raz. Był świadkiem w sprawie przeciwko Andrzejowi.
Zeznawał o nadużyciach finansowych. Zniknął tuż przed rozprawą. Olga myślała, że wyjechał. Teraz wiedziała, że prawda jest inna.
Nina zacisnęła usta. – Jeśli oni mają Michała, to mają dowód, że jesteś na wolności. Nie masz czasu. Następnego ranka Olga zadzwoniła na policję.
Zgłosiła zaginięcie męża. Powiedziała, że boi się o jego życie. Wiedziała, że to ryzyko. Ale potrzebowała oficjalnego śladu.
Andrzej nie był głupi. Kiedy policja zapuka do jego drzwi i go nie zastanie, zacznie podejrzewać, że Olga żyje. I rzeczywiście. Trzy dni później Olga zobaczyła jego samochód przed domem Niny.
Stał na podjeździe, silnik pracował. Siedział w środku, patrzył na dom. Olga cofnęła się do kuchni. Nina wyglądała przez okno.
– Wiedziałam, że to zrobi – powiedziała cicho. – Nie wejdzie, dopóki nie będzie pewien, że jesteś sama. Olga poczuła, jak strach ściska jej gardło. Ale wiedziała też, że to może być jej jedyna szansa.
Andrzej przyszedł po nią. A ona już nie była tą samą kobietą, która utonęła w tamtym aucie. Wyszła na podwórze. Andrzej wysiadł.
Ich spojrzenia się spotkały. Zobaczyła na jego twarzy konsternację, a potem coś znacznie gorszego – spokój. – Myślałem, że nie żyjesz – powiedział bez cienia emocji. – Wiem – odpowiedziała Olga.
– I wiem też, kim jest Swietłana. I co zrobiłeś z Michałem. Andrzej zaśmiał się cicho. – Nie masz dowodów.
– Mam więcej, niż ci się wydaje. Odwróciła się i weszła z powrotem do domu. Wiedziała, że on patrzy na nią. Za chwilę usłyszała, jak jego samochód odjeżdża.
Odzyskała kontrolę. Ale wiedziała, że to dopiero początek. Nina podała jej herbatę. Olga wzięła łyk i powiedziała:
– Razem z Raisą musimy go doprowadzić do końca.
Jeśli nie zamkniemy tej sprawy, on wróci. Nina skinęła głową. Olga poczuła, że robi pierwszy krok w stronę czegoś, z czego nie ma już odwrotu.


