Był święcie przekonany, że wypłata w wysokości około 19 000 zł daje mu pełne prawo do odgrywania roli głowy rodziny i panowania nad życiem pozostałych domowników w naszym trzypokojowym mieszkaniu. Bartek uważał jednak, że skoro dokłada się do czynszu i rachunków, cały ten dom stoi wyłącznie dzięki jego łaskawości. Smyk puszczał bańki ze śliny i ze skupieniem wyciągał rączki do kubka męża, z którego roztaczał się aromat wykwintnej kawy z palarni. Gdybyś nie zamawiała jakiś bzdur w sieci, spokojnie wystarczyłoby wam do końca miesiąca.

Wieczorem pogadamy o twoim podejściu do finansów. Masywny pilot do samochodu jak zwykle wrzucił do ceramicznej misy stojącej na komodzie pod lustrem. No jasne, wieczorem na osiedlu nie ma szans na żadne sensowne miejsce. Bartek nigdy nie brał kluczyków od auta do pracy, panicznie bojąc się, że ktoś mógłby mu je wyciągnąć z kieszeni podczas jazdy komunikacją miejską.
Żal do samej siebie nawet nie zdążył się pojawić. Odstawiłam małego do kojca, wysypałam mu komplet kolorowych klocków i podeszłam do okna. Odbiór osobisty na miejscu, przy aucie, lewarek i klucz do kół we własnym zakresie. Klucz do śrub zabezpieczających dam.
Płatność wyłącznie gotówką do ręki. Podeszłam do szafy w przedpokoju i wyciągnęłam z dna wielkie torby w kratę, takie jakich używa się przy przeprowadzkach na drugi koniec kraju. Nie zamierzałam ciąć nożyczkami jego ukochanych jedwabnych krawatów, a nie wyciskać drogich kremów do brody na markowe koszule. Narzuciłam płaszcz na dres, wsunęłam do kieszeni kluczyki od ukochanego przez męża samochodu i wyszłam na zewnątrz.
Wyjęłam ze schowka klucz do śrub zabezpieczających i podałam go Marcinowi. Poinstruowałam ich z pobłażliwym uśmiechem i wróciłam do klatki. Zapakowali zdobycz do dostawczaka i zniknęli w uliczkach osiedla. No to tak, Stasiu.
Uśmiechnęłam się do synka, przeliczając banknoty. Trzeba wymienić wkładkę na już i tak, żeby stary klucz nadawał się wyłącznie do drapania się po plecach. No to oszczędzałam. Do obiadu torby z jego rzeczami były już w pełni spakowane.
W końcu nie chciałam niczego, co nie należało do mnie. Wróciłam do mieszkania, przekręciłam nowy zamek, zaparzyłam kolejny kubek herbaty i otworzyłam laptopa. Tatuś wreszcie zacznie przyczyniać się do dobra wspólnego. Dzisiaj udało mu się domknąć świetny kontrakt, a premię w myślach zdążył już przeznaczyć na nowe gadżety do swojego samochodu.
Co więcej, na stacji metra dołączyła do niego matka Halina, kobieta o żelaznych zasadach, posiadaczka chłodnego spojrzenia i ust, wiecznie zaciśniętych w wyrazie niezadowolenia wobec wszystkiego wokół. Bartek przyłożył brelok do domofonu, a drzwi odpowiedziały posłusznym brzęczeniem. Weszli do środka, strzepując z obuwia mokre błoto. Na samej górze leżała reklamówka, z której bezwstydnie wystawała rączka jego nieprzyzwoicie drogiego trymera do brody.
Bartek dopadł do drzwi i wsunął klucz do zamka. Przekręcił tylko do połowy. Solidna suma co miesiąc z jego świętych, nietykalnych 19 000. Jedziemy do mnie.
Wepchnęli się z powrotem do windy i zjechali na dół bez słowa. Bartek dyszał ciężko, kręcąc w głowie scenariusze zemsty, batalię sądową i plan, jak odciąć mnie od pieniędzy do ostatniego grosza. Podszedł do suwa od strony bagażnika, szarpnął za klamkę, wrzucił manatki do środka, trzasnął klapą i zrobił krok w kierunku drzwi kierowcy.
Zamówić zakupy z dostawą do domu, wybrać dla małego porządny kombinezon na zimę i przejrzeć oferty zimowych wyjazdów w góry.


