„Może mam ci pensję oddawać do koperty i meldować się przy drzwiach?” – rzuciłem i trzasnąłem drzwiami, myśląc, że wygram. Ale wróciłem do mieszkania, w którym na środku przedpokoju stała teściowa…

„Może mam ci pensję oddawać do koperty i meldować się przy drzwiach?” – rzuciłem i trzasnąłem drzwiami, myśląc, że wygram. Ale wróciłem do mieszkania, w którym na środku przedpokoju stała teściowa...

Zbyszek siedział przy stole w kuchni, a przed nim stał talerz, który właśnie opróżnił. Basia oparła się o blat i patrzyła na niego tym swoim zmęczonym wzrokiem. „Słuchaj, w tym miesiącu zapłaciłam czynsz, prąd, gaz, internet. Kupiłam jedzenie, proszek do prania, papier toaletowy, wszystko.

Thumbnail

A ty? Wrzucasz coś do domu, czy tylko jesz i śpisz? ”

Zbyszek podniósł wzrok znad talerza. „No chyba sobie żartujesz.

Przecież pracuję, zarabiam. Nie będziesz mi teraz każdej złotówki wyliczać. ”

Basia westchnęła i powoli strzepnęła okruszki do zlewu. „To nie chodzi o złotówki.

Chodzi o to, że ja ciągnę to wszystko sama, a ty zachowujesz się, jakbyś był na wakacjach. ”

Zbyszek wstał, odsuwając krzesło z hukiem. „Może mam ci pensję oddawać do koperty i meldować się przy drzwiach? Skoro tak stawiasz sprawę, to ja idę do Ryśka.

Ruszył do przedpokoju, głośno tupiąc. Wziął kurtkę i trzasnął drzwiami. Na klatce schodowej wyciągnął telefon i zadzwonił do matki. „Mamo, mogę do ciebie wpaść?

„No Zbyszek, co tam? ”

„Bo ona już całkiem przesadza. Każe mi dokładać się do jedzenia, rachunków, czynszu. ”

Z drugiej strony słuchawki zapadła cisza.

Potem matka powiedziała spokojnie: „Ojca twojego też musiałam kiedyś nauczyć, że skarpety same nie idą do pralki. Wracaj do Basi, przeproś i dorzuć się do domu. ”

Zbyszek wrócił do mieszkania z miną człowieka, który idzie na własny proces. Otworzył drzwi i zobaczył, że w przedpokoju stoi teściowa, Wiesia, a obok niej pies wielkości małej szafy.

„No patrz, jak ładnie” – powiedziała Wiesia. „Skoro zwykłe rozmowy o pieniądzach i rachunkach do ciebie nie trafiają, to pomyślałam, że przyda się ktoś bardziej przekonujący. Fado, pokaż mu, gdzie jest jego miejsce. ”

Pies ruszył w stronę Zbyszka, obwąchał jego kurtkę, westchnął ciężko i stanął w drzwiach kuchni.

„No dobrze, była awantura. No dobrze, teściowa przyjechała z psem. Ale przecież człowiek nie będzie podporządkowywał życia stworzeniu, które nawet nie płaci podatków. ”

Zbyszek spróbował przejść do łazienki, ale Fado był szybszy.

Pies zagrodził mu drogę z powagą ochroniarza na bramce. Zbyszek spróbował przejść do kuchni, ale za każdym razem pies stał w drzwiach. „No przesuń się” – mruknął Zbyszek. „On się nie przesunie” – powiedziała Wiesia z kanapy.

„Dopóki nie zrozumiesz, że dom to nie hotel. ”

Zbyszek wpadł do kuchni, jakby odzyskał dostęp do skarbca. Wyjął z lodówki jogurt Basi, ten truskawkowy, który zawsze kupowała do pracy. „No właśnie” – pomyślał.

„Próbuję do niej dojść. ”

„No nie wierzę” – powiedziała Basia, wchodząc do kuchni. „Sto złotych za przejście do lodówki. ”

Zbyszek zamarł.

„Co? ”

„No dobrze, Zbyszek” – dodała Basia. „Pamiętaj, że Fado tu jest. I nie wróci do siebie, dopóki nie nauczysz się, że skarpety same nie idą do pralki.

Kiedy wrócił z pracy kilka dni później, Fado przepuścił go do mieszkania. Zbyszek wniósł pizzę do pokoju z dumą zwycięzcy. „No i tak się żyje” – powiedział do siebie. Wiesia spojrzała na niego z kanapy.

„No to nie przeciągaj, bo sos czosnkowy nie lubi presji. ”

Zbyszek otworzył usta, ale nic rozsądnego nie przyszło mu do głowy. Jadwiga nie przyjmie go, matka zamknęłaby drzwi, zanim zdążyłby powiedzieć „Mamo”. Wziął głęboki oddech.

„Wyniosę śmieci” – powiedział. „I jak wrócę wcześniej, to mogę zrobić kolację. ”

Basia weszła do pokoju i postawiła przed nim szklankę kompotu. Fado podniósł łeb i westchnął.

„No Fado, zbieramy manatki” – powiedziała Wiesia, wstając. „Jedziemy do domu, bo mi jeszcze pranie na balkonie zawilgotnieje. ”

Pies podszedł do niej posłusznie. Od progu Wiesia odwróciła się i powiedziała: „No i powiedzcie sami, czy czasem taki Fado nie przydałby się w każdym domu?

Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem. Zbyszek został sam w przedpokoju, patrząc na kurtkę Basi wiszącą na wieszaku.