Kupiłem przyczepę kempingową za 250 tysięcy złotych. Nowy Tabbert z salonu, miał być spełnieniem marzeń. Zamiast tego koszmarem na kołach – klimatyzacja hałasuje jak wiertarka, drzwi się nie…

Kupiłem przyczepę kempingową za 250 tysięcy złotych. Nowy Tabbert z salonu, miał być spełnieniem marzeń. Zamiast tego koszmarem na kołach – klimatyzacja hałasuje jak wiertarka, drzwi się nie...

Słońce prażyło niemiłosiernie, a my w końcu mieliśmy chwilę spokoju na campingu w Paklenicy. Właśnie zaczynałem transmisję, kiedy poczułem, że coś jest nie tak z tym wyjazdem. Miałem wrażenie, że nawet natura sprzysięgła się przeciwko nam. „Słuchajcie, Wąski ma za dużo wolnego czasu, musimy mu pomóc” – rzuciłem do kamery, próbując nawiązać luźny kontakt z widzami.

Thumbnail

W tle słychać było cykady, a Agatka machała do ludzi w komentarzach. Wszystko wydawało się takie normalne, takie letnie. Dopóki nie zacząłem myśleć o tym przeklętym przyczepie kempingowej. Tabbert za 250 tysięcy złotych.

Nowy, z salonu, miał być naszym wymarzonym domem na kołach. Miał być. Zamiast tego stał się naszym koszmarem, który nie dawał nam spać przez cztery dni. „Wiecie co, dźwięk tej klimatyzacji jest nie do wytrzymania” – powiedziałem, a w moim głosie pojawiło się napięcie, którego nie mogłem ukryć.

„Wyobraźcie sobie, że kładziecie się spać, a za ścianą ktoś wierci otwór młotowiertarką. Tak to brzmi. Non stop. ”

Klimat.

Ten jeden szczegół, który miał być naszym wybawieniem w upale, stał się naszym przekleństwem. Zgłosiłem to do firmy Prokamp z Wrocławia, u której kupiliśmy przyczepę. W ramach gwarancji miał zostać naprawiony. Nie naprawili.

Nic nie naprawili. „Wiecie, co mi powiedzieli? ” – zwróciłem się do widzów, czując jak narasta we mnie wściekłość. „Pan z serwisu powiedział mi prosto w oczy, że taka ma być ta klimatyzacja.

Że taka jest i już. Że w życiu nie widział przyczepy, żeby klimatyzacja działała tak cicho jak ja bym chciał. ”

Agatka spojrzała na mnie z boku. Widziałem w jej oczach to samo zmęczenie, które czułem.

Ciemne kręgi pod powiekami. Cztery noce bez snu. Cztery noce, podczas których klimatyzacja włączała się i wyłączała co kilka minut, bucząc jak betoniarka. „Słuchajcie, to nie jest kwestia zwykłej usterki” – ciągnąłem, coraz bardziej się nakręcając.

„Ta przyczepa przeciekała pierwszego dnia. Drzwi nie domykają się, musicie zobaczyć to na własne oczy. Wkładam palec w szczelinę i widzicie? Nie dają się domknąć, trzeba nimi trzasnąć tak mocno, że cała się trzęsie.

Ująłem kamerę i pokazałem widzom nieszczelne drzwi. Potem przeszedłem do miejsca, gdzie szumiała ta cholerna klimatyzacja. Agatka podeszła i potwierdziła: „To po prostu straszne”. „Płaciliśmy 250 tysięcy za ten kemping” – powiedziałem, a mój głos zadrżał z mieszanki wściekłości i bezradności.

„Zgłosiłem usterkę, zostawiłem przyczepę do naprawy, a oni mi zwrócili ją bez żadnej naprawy. Nawet drzwi nie próbowali regulować. A co najgorsze – nie czują się za nic odpowiedzialni. ”

Któryś z widzów napisał w komentarzu: „Szkoda, że wydałeś tyle pieniędzy na złom”.

Uśmiechnąłem się gorzko. Miał rację. Ale nie o to w tym wszystkim chodziło, żeby usłyszeć „a nie mówiłem”. Chodziło o coś znacznie głębszego.

„Wiecie, dzwoniłem do nich jeszcze przed wyjazdem” – opowiedziałem widzom. „Siedziałem wtedy u mojego prawnika. Włączyłem głośnik i zadzwoniłem do tego pana. Pan prawnik własnymi uszami słyszał, jakie brednie on opowiada.

A kiedy się rozłączyłem, prawnik powiedział: „To trzeba natychmiast zwrócić. To jest ewidentny przypadek wady fabrycznej”. Ale oni dalej twierdzili, że wszystko jest w porządku. ”

Poczułem, że Agatka kładzie mi rękę na ramieniu.

„Już spokojnie” – szepnęła. „Jesteśmy na wakacjach, ludzie na to patrzą. ”

Ale ja nie mogłem przestać. Te wszystkie noce, to zmęczenie, te wszystkie wydane pieniądze.

Ten cały stres, który powinien być tylko wspomnieniem, a zamiast tego stał się naszą codziennością. „Wiecie, co jest najgorsze? ” – powiedziałem do kamery, a moje oczy zwęziły się z determinacji. „To, że oni myślą, że nie zrobię z tym nic.

Że mnie olali i będą mnie dalej olewać. Pan z salonu zbył mnie, właściciel firmy nie odbiera telefonów. Ale wiecie co? Ja tak tego nie zostawię.

Przerwałem na chwilę, biorąc głęboki oddech. Za mną rozciągał się piękny widok na Adriatyk, ale ja widziałem tylko czerwony film wściekłości. „Mam zamiar złożyć pozew do sądu cywilnego” – powiedziałem wprost do kamery. „Oni nie chcą uznać reklamacji, to ja pokażę im, co to znaczy odpowiedzialność.

Zatrudnię prawnika, pójdę do sądu. Będę walczył o każdą złotówkę, którą im zapłaciłem. ”

Widzowie zaczęli pisać w komentarzach: „Rób to! ”, „Nie odpuszczaj!

”, „Ja też mam problemy z tymi firmami”. Poczułem, że nie jestem sam. Było w tym coś pocieszającego – to, że inni ludzie rozumieli moją frustrację. „Wiecie co, panowie z Prokampu?

” – powiedziałem wprost do kamery, jakby mogli mnie słyszeć. „Jeszcze tego pożałujecie. Zrobię wszystko, żeby ten wasz salon przestał istnieć na rynku. Przekażę opinię o was wszędzie, gdzie się da.

Agatka patrzyła na mnie z mieszaniną troski i zrozumienia. Jej oczy mówiły: „Rozumiem cię, jestem z tobą, ale może czas już skończyć”. Miała rację. Ten live był już skokiem w bok, a ludzie chcieli się dowiedzieć czegoś o warsztacie, nie słuchać moich narzekań.

„Dobra, kończymy temat” – powiedziałem, próbując rozładować atmosferę. „Jak wrócę do Polski, to się tym zajmę. A teraz pokażę wam, jak wygląda nasz obóz. Zobaczcie, jakie to piękne miejsce.

Przeszedłem do pokazywania otoczenia. Widzowie pytali o klimat, o jedzenie, o paliwo. Atmosfera się rozluźniła. Ale we mnie zostało to uczucie – ta mieszanka bezsilności i determinacji, która nie pozwalała mi w pełni cieszyć się urlopem.

Co zrobię, gdy wrócę do domu? Czy sąd rozstrzygnie na moją korzyść? Czy uda mi się doprowadzić do zwrotu przyczepy i odzyskać pieniądze? Tego jeszcze nie wiedziałem.

Ale jedno było pewne – nie zamierzałem odpuścić ani o centymetr. W końcu chodziło o coś więcej niż o pieniądze. Chodziło o zasadę. Zasada, że nie można robić ludzi w konia, a potem udawać, że nie ma się z tym nic wspólnego.

Wieczorem, gdy zachodziło słońce, patrzyłem na morze. Agatka i dzieci poszły na spacer. Ja zostałem z tym uczuciem, że to dopiero początek mojej walki.

I wiedziałem, że nawet jeśli potrwa to latami, doprowadzę ją do końca.