Siedziałem w samochodzie o ósmej rano, w drodze do pracy, gdy nagle w słuchawce ktoś rzucił: „Jak będziesz miękki, to cię zjedzą jak pączka”. Rozmowa o zwykłym sprzęcie do testów zamieniła się w…

Siedziałem w samochodzie o ósmej rano, w drodze do pracy, gdy nagle w słuchawce ktoś rzucił: „Jak będziesz miękki, to cię zjedzą jak pączka”. Rozmowa o zwykłym sprzęcie do testów zamieniła się w...

– Coś zerwało, Tomaszu – mówię, podjeżdżając do warsztatu. – Internet domowy był podpięty, ale wyjechałem z domu, dlatego zerwało. . Dzień dobry, dzień dobry – rozległo się z głośników, gdy witałem się z chłopakami.

Thumbnail

Codzienny poranny zjazd, jak zwykle. Pogoda pochmurna, osiemnaście stopni, a ja w drodze do pracy za kierownicą. Za mną kilku znajomych na łączach – Tomasz, Radek, Freddy Kruger, Madlenka, Marcin jeszcze śpi, bo urlop. Standard.

. Zanim cokolwiek zacznę, chcę z wami przedyskutować – mówię do wszystkich. – Chodzi o Wewora. Oni mi dają sprzęt do testów.

Ale zanim wezmę, wolę wiedzieć, czy was to w ogóle interesuje. Bo jak nie, to szkoda zachodu. Macie jakieś zdanie? – A co tam masz ciekawego?

– pyta ktoś. – No na przykład wiertarka stołowa, około dwóch tysięcy złotych. Do tego można dokupić łoże, żeby robiła za frezarkę – odpowiadam. – Tylko czy to zda egzamin?

Bo ja wam powiem od razu – to jest dziadostwo, dopóki ktoś tego nie przetestuje porządnie. Ale jak wcześniej braliśmy od nich podnośnik do silników – do dziś działa, więc może coś w tym jest. – No to potestuj, Radek. Mnie to nic nie kosztuje – mówię z uśmiechem.

– Ale lodówki od nich to petarda. Chłodzą i mrożą na dwanaście voltów. W przyczepie kempingowej to skarb. Tamta zwykła tylko podtrzymuje, a ta naprawdę chłodzi.

Tylko nie chcę was zasypywać duperelami. – A co tam słychać ciekawego? – przerywa ktoś z drugiej strony. – U mnie jak widzicie – jadę, pochmurno.

Niby osiemnaście stopni, ale czuć, że cieplej. Nie szalejemy, bo to tor prób. Tu za ciężarówkami policja staje i wyskakuje zza naczepy. Czterdzieści na godzinę i już mandat.

Lepiej uważać. – Tomaszu, ostatni film bardzo mi się spodobał – wtrąca Freddy. – Taki jak kiedyś. – Skoro wam się podoba, to takie rzeczy będziemy robić – odpowiadam.

– Żadnych sztucznych inteligencji, żadnych udziwnień. Jak widzę na TikToku coś takiego, od razu przewijam. Wolę naturalizm. – No właśnie, stary styl najlepszy.

– A kiedy drugi etap psychologii? – pyta ktoś. – Teraz mamy następnego Mercedesa na DPF-a – mówię. – Tam musi być psychologia, ale telefonów z rana.

Jak dojdziemy do konsensusu, co jest uszkodzone, to będzie bardzo ciekawy odcinek. Coś tam ewidentnie siedzi, ale najciemniej jest pod latarnią. Walczę dzielnie. Mam nadzieję, że go skończę.

– A ile masz kilometrów do roboty? – Dwadzieścia dwa, dwadzieścia pięć. – Maciej Mizera po urlopie wraca– wita się ktoś. – To jak Maciuś jest, to urlopy się kończą.

– No tak, to nie jest głupia myśl. – Mam jeszcze jeden pomysł – wtrącam. – Tam może być coś pogmatwane ze sterownikiem. Tak jak kiedyś miałem.

Wszystkie podzespoły idealne, a się okazało, że sterownik był przeprogramowany i EGR wyprogramowany. Może i tu coś takiego siedzi. – No to trzeba by w tą stronę zajrzeć. – Dobra, ciśniemy.

– No właśnie jedzie przede mną Ukrainiec– mówię po chwili. – I wiecie co? Nie chcę się w to mieszać, co inni robią, bo naprawdę wszyscy doprowadzamy do nieszczęścia. I jedni, i drudzy.

I Polacy, i Ukraińcy. To też są ludzie. Każdy ma prawo do oddychania, do bytowania. Ale na pewno nie szczujmy na siebie, bo zobaczcie, co się zaczyna dziać.

Jedna strona szczuje na drugą, a to będzie z tego drama. – Ale co my mamy stopować, jak ukraiński rząd nam pluje w twarz? – odzywa się któryś. – Honor wymaga reakcji.

Jak będziesz miękki, to cię zjedzą jak pączka. – Rozumiem cię, Paweł– mówię spokojnie. – Ale w pierwszej wojnie światowej żołnierze w okopach w święta potrafili się potraktować jak ludzie. My też możemy okazać klasę, a nie nienawiść.

– Oni źle się o nas wypowiadają. – I my o nich też. I zaczynamy cichą wojnę, która się przerodzi w mordobicie, a potem w zabójstwa. Zobaczycie, wspomnijcie moje słowo.

– Ja mam pełne prawo ich nienawidzić– mówi inny. – Zrobili mi bardzo dużo złego. Ale nie chodzi o to, żeby szczuć. – Jak wrócą wojny, to wtedy zaczną– słyszę w odpowiedzi.

– Mają nas za frajerów. Jak im źle, to niech wracają do siebie. – Rozumiem cię– mówię. – Wiem, o co chodzi, i nie popieram tego pod żadnym pozorem.

Masz sto procent racji. Ale widzisz, to tak jak dwóch czubów skoczyło sobie do gardeł. Jeden nie odpuści, drugi nie odpuści. Jeden chytry, drugi cwany.

I ludzie idą za nimi. Nie mamy swojego ja. Idziemy za nimi. A przecież jeszcze dwa tygodnie temu ten sam Ukrainiec dawał nam kromkę chleba, przywoził paczki.

A dziś chcemy mu łeb odstrzelić. I on nam też odstrzeli. I do czego to dojdzie? – Wąski, a ty czemu nie na urlopie?

Uciekaj na urlop. – Ja nie mówię, żeby ich kochać– odpowiadam. – Absolutnie nie. Ale można walczyć na wiele innych sposobów.

Nie musi to być walka wręcz i nie musi nikt ginąć. Można to zrobić bardzo prosto. Zamknąć granicę i amen. Niech sobie radzą sami.

Szybko zmądrzeją. A pretensje trzeba skierować do naszych rządzących, że nie bronią nas przed przestępcami. Zatajają i zatają. Mojego tatę kiedyś zaatakowali Ukraińcy.

Wiem, o czym mówię. Ale właśnie przez to wszystko za rogiem będą co chwilę jakieś mordy. Za bardzo się szczujemy. Powinniśmy se odpuścić.

Rządzący wpuścili sobie problemy i niech się z nimi męczą. Widziałem przecież, jak uciekali. Przychodzili do nas, sterty ciuchów przez nas układane, a oni po nich deptali. I kto ich wpuścił?

PiS. To za ich kadencji to się stało. Oni wtedy rządzili. I teraz nie zamkną granicy, bo my jesteśmy ludźmi drugiej kategorii.

A byli i tacy, co doszli do samosądu, gdy policja nie potrafiła sobie poradzić ze zwyrodnialcami. Sąsiedzi sobie poradzili. Ale to nie jest droga. – Zmieńmy temat– mówię w końcu.

– Bo coś tu jest nie tak. – Dokładnie, zmieńmy temat. – A ty, Krzysiu, nie masz klucza? – pytam po chwili.

– No dlaczego? Specjalnie dawałem Wąskiemu, żeby dorobił dla ciebie, bo jesteś najbliżej. Nawet jak coś się stanie. No to podjedź.

– Dobra, jesteśmy w pracy– mówię. – Ale zanim zacznę, jeszcze jedno. Dużo ludzi się pytało, jak włączyć ten nowy gadżet. Więc wam pokażę.

To jest proste. Wpisujesz sobie na Googleu „Spech Chat”, konfigurujesz go ze swoim kontem i gotowe. Najlepiej działa z YouTubem. Musisz mieć dwa telefony.

W jeden wpisujesz, a drugi trzymasz przy sobie. Jak ktoś coś napisze, to on ci przeczyta na głos. Taka technologia. No muszą być dwa telefony.

Inaczej się nie da. – O, to ciekawe– słyszę z głośników. – No dobra, uciekam do pracy, bo się spóźniłem, a już jest późno. Trzymajcie się.

– Do zobaczenia– mówię i ruszam dalej. Za mną zostają głosy, ale ja już myślę o Mercedesie i o tym, co tam siedzi. O tym, że najciemniej jest pod latarnią. I o tym, że może jednak uda mi się go skończyć.

Może.