Kiedy po raz pierwszy obejrzałam nagranie z występu na żywo Doji Cat, pomyślałam, że to tylko gra świateł. Ale potem zobaczyłam jej oczy – nienaturalnie rozszerzone, drapieżne, jakby patrzyły…

Kiedy po raz pierwszy obejrzałam nagranie z występu na żywo Doji Cat, pomyślałam, że to tylko gra świateł. Ale potem zobaczyłam jej oczy – nienaturalnie rozszerzone, drapieżne, jakby patrzyły...

Nagranie z koncertu Doji Cat miało być zwykłym występem na żywo, ale to, co zobaczyłam na ekranie, sprawiło, że zamarłam. W połowie piosenki jej twarz zaczęła się zmieniać. Oczy wydawały się nienaturalnie rozszerzać, białka robiły się coraz bardziej widoczne, a spojrzenie nabierało czegoś drapieżnego, czujnego. A potem zauważyłam nos – jego kształt subtelnie się zmieniał, zwężał i unosił w sposób, który nie pasował do żadnego oświetlenia ani ruchu sceny.

Thumbnail

Mówi się, że występy na żywo to najtrudniejsze środowisko dla tych, którzy muszą utrzymać maskę. Ciepło świateł, przyspieszone tętno, emocje – wszystko to ma osłabiać przebranie. Zwłaszcza wokół oczu, gdzie najtrudniej ukryć prawdziwą naturę. To nagranie przypomniało mi o czymś innym, co widziałam wcześniej.

Filmik, na którym kobieta wychodzi ze sklepu, gdy zaczyna padać deszcz. Zatrzymuje się przy drzwiach i pociąga za skórę ucha. Na początku wygląda to jak zwykła poprawka, ale ucho ciągnie się i ciągnie, wydłużając się znacznie ponad ludzkie granice, w płynny, gumowy sposób. Potem, swobodnie, owija skórę wokół rączki parasola, używając jej jako kotwicy, i wychodzi w deszcz z wolnymi rękami.

Najbardziej niepokojące nie było samo działanie, ale brak pośpiechu. Niektórzy mówią, że młodsze pokolenie, wychowane na wirusowych filmikach, rozumie, że nawet najdziwniejsze nagrania można odrzucić jako fejk. I właśnie ta śmiałość staje się formą kamuflażu. Jest też nagranie z monitoringu, na którym widać tylko stopę wkraczającą w kadr.

Nie wygląda na ludzką. Powierzchnia jest teksturowana, nierówna, niemal opancerzona, łuskowata, odbijająca światło w ostrych fragmentach. Palce są dłuższe niż zwykle, lekko rozstawione i wygięte jak pazury. A potem, bez żadnego cięcia ani zakłócenia, wszystko się zmienia.

Tekstura staje się gładsza, kształt się kompresuje, a palce skracają się i układają w nowym porządku. Płynnym ruchem stopa zmienia kształt, aż wygląda jak całkowicie ludzka. Niektórzy twierdzą, że zatłoczone miejsca publiczne to przestrzenie, w których zmiennokształtni zrzucają przebranie. Na nagraniu z tłumu widać mężczyznę, który wtapia się w przechodniów.

Ale im dłużej patrzę, tym bardziej wydaje się dziwny. Jego skóra jest nienaturalnie ciemna, prawie matowa, wzorzysta, jakby powierzchnia, którą nosi, nie była przeznaczona do oglądania z bliska. Oczy poruszają się powoli, celowo, z boku na bok. Jakby badał tłum, a nie poruszał się w nim.

Na jednym z nagrań w windzie kobieta stoi sama, a jej rysy twarzy powoli zaczynają się zmieniać. Linia włosów cofa się, kości się przemieszczają, aż przez moment wygląda jak mężczyzna, a potem znów wraca do poprzedniej postaci. Zastanawiam się, czy gdyby ludzie i jaszczury naprawdę chodzili wśród nas, czy któryś z nich mógłby podszywać się pod kilku z nas naraz. Są też nagrania, które wydają się celowe.

Kobieta patrzy prosto w obiektyw swoimi intensywnie zielonymi oczami. Ale to nie kolor jest dziwny. Źrenice nie są okrągłe. Są cienkie, precyzyjne, pionowe szczeliny przecinające zieleń jak ostrze.

Nie migoczą, nie zmieniają położenia, pozostają idealnie wyśrodkowane. Nie ma w nich strachu ani szoku. Jest tylko pewność siebie. Niektórzy mówią, że to nowe pokolenie – młodsze, mniej powściągliwe, mniej zainteresowane ukrywaniem każdego szczegółu.

Na innym nagraniu Lady Gaga wychodzi z hotelu. Każdy krok jest wyważony, niemal rytualny, jakby czas wokół niej został rozciągnięty. Obok niej ochroniarz w granatowym garniturze unosi rękę i wykonuje precyzyjny gest. Jego palce układają się w kontrolowany kształt, który wielu rozpoznaje jako mudrę – starożytną symboliczną pozycję dłoni z tradycji hinduskich i buddyjskich.

Niektóre mudry mają chronić, inne dawać moc. Według ezoterycznych tradycji niektóre wcale nie są do medytacji, ale do aktywacji. A potem są nagrania, które każą wątpić w rzeczywistość. Na jednym widać mężczyznę uwięzionego w samochodzie na środku rzeki.

Woda sięga mu do szyi, drzwi nie da się otworzyć. Policyjny nurek spędza ponad sześć godzin samotnie w oceanie, po tym jak odpłynął od grupy. Myśli, że nikt nie przyjdzie mu na ratunek. Nagrywa swoje ostatnie myśli, mówi, że to koniec, że słońce zachodzi, a oni nic nie robią.

Myśli tylko o filiżance gorącej herbaty. I cudem zostaje uratowany dopiero późnym popołudniem. Mówi potem, że nie był wyczerpany, ale że nie powinno to trwać dłużej. Jest też nagranie z policyjnej interwencji z 2010 roku.

Funkcjonariusz zatrzymuje srebrny samochód, podchodzi do okna i nagle zostaje gwałtownie wciągnięty do środka. Dochodzi do szamotaniny. Partner wychodzi z radiowozu i podchodzi do bagażnika pierwszego auta, gdy coś na niego skacze i powala go na ziemię. Później napastnik ujawnia się z przyjaciółmi – to istota podobna do hobbita lub gnoma.

Według folkloru leśne skrzaty rzadko dają się ludziom zobaczyć, a gnomy syberyjskie są większe i bardziej agresywne. Nie wiadomo, co się stało z policjantem. Na nagraniu z biblioteki mężczyzna jest ścigany przez korytarze, aż dociera do centrum budynku. Przez chwilę stoi, a potem w mgnieniu oka znika po prawej stronie.

Nie odchodzi, nie ucieka. Po prostu zostaje usunięty z kadru na naszych oczach. Reakcje ludzi wokół są zauważalne – zdumienie, zamieszanie. Niektórzy widzą, inni nie.

Czy to podróżnik w czasie z zaawansowaną technologią? Czy ktoś, kto zdecydował się teleportować, gdy został osaczony? Są też historie o znikających samolotach. W 1955 roku lot Panam 914 wystartował z Nowego Jorku do Miami.

Zniknął z radarów i uznano go za zaginiony. Trzydzieści siedem lat później samolot pojawił się ponownie i wylądował na lotnisku w Caracas. Załoga i pasażerowie wciąż żyli i nie zestarzeli się ani o dzień. Niektórzy mówią o podróży w czasie, inni o awarii sprzętu radarowego.

Nikt nie wie, co się naprawdę wydarzyło. W 2014 roku Malaysia Airlines lot 370 zniknął nad Morzem Południowochińskim w drodze z Kuala Lumpur do Pekinu. 239 osób na pokładzie. Mimo szeroko zakrojonych poszukiwań nie znaleziono ani wraku, ani żadnych śladów.

Powstały niezliczone teorie – od błędu pilota, przez porwanie, po zaangażowanie UFO czy rządowych działań. Malezyjski rząd opublikował kilka raportów, ale żaden nie wyjaśnił przyczyny zniknięcia. Są też wiadomości, których nie można rozszyfrować. W 1947 roku samolot British South American Airways zniknął nad Andami podczas lotu z Buenos Aires do Santiago.

Nigdy nie znaleziono wraku ani ciał 11 pasażerów i członków załogi. Na krótko przed zniknięciem otrzymano tajemniczą wiadomość nadaną alfabetem Morse’a: „STENDEC”. Jej znaczenie nigdy nie zostało wyjaśnione. Niektórzy twierdzą, że to kod, inni, że błąd radiowy.

Samolot zniknął bez śladu. Podobnie było z lotem Northwest Orient Airlines 2501, który zaginął w 1950 roku nad jeziorem Michigan, podczas silnej burzy z piorunami. Wrak do dziś nie został odnaleziony. Na nagraniu z audycji na żywo Stacy Plask wydaje się spokojna i opanowana, zwracając się wprost do kamery.

Ale za nią stoi kobieta, która cicho, powoli formuje słowa pod nosem. Kilka sekund później Stacy powtarza dokładnie te same słowa na głos. Sekwencja powtarza się w kółko – kobieta porusza ustami pierwsza, Stacy natychmiast ją naśladuje, z idealnie dopasowanym rytmem i pauzami. To nie wygląda na bezmyślne poruszanie ustami.

To wygląda na podpowiadanie na żywo. Kto tak naprawdę mówił? Na nagraniu z występu Tupaca jego oczy wydają się zmieniać, a kolor staje się wyraźnie nieprawidłowy, niemal świecący przez krótką chwilę, jakby odbijały coś wewnętrznego. W jednej chwili spojrzenie jest ludzkie i skupione, w następnej ostre, świetliste i nieznane.

Podobnie mówi się o Justinie Bieberze – że jego źrenice zamiast miękkich światełek mają spłaszczone, wydłużone, niemal gadzie kształty. A jego historia publicznych zmian – nagłych wahań zachowania, wycofań – tylko podsycają spekulacje. Na nagraniu z przemówienia Obamy z 2013 roku widać ochroniarza w pobliżu podium. Ale ten jeden nie wygląda jak pozostali.

Nietypowe kontury głowy i twarzy, nienaturalny spokój i powolne ruchy sprawiają wrażenie, jakby pod powierzchnią kryło się coś bardziej gadziego niż ludzkiego. Na nagraniu z wywiadu mężczyzna spokojnie odpowiada na pytania, nieświadomy niczego wokół. Gdy przesuwa się lekko w bok, kamera na chwilę pokazuje twarz osoby stojącej za nim. Oczy są inne.

Nie są okrągłe ani lśniące jak u wszystkich w kadrze. Są zwężone i wydłużone w pionie, przypominają szpary. Gadzie. Niektórzy uważają, że reptilianie nie stawiają się w centrum uwagi, ale przyczepiają się do osób publicznych, które chwilowo przyciągają uwagę.

Na nagraniu z Meksyku, w mieście Saltillo, widać kościół chrześcijański z figurą Jezusa Chrystusa. Na filmie z 2016 roku figura wydaje się otwierać oczy i wpatrywać prosto w kamerę. Po chwili zamyka je z powrotem. Jedni mówią, że to znak od Boga, inni, że materiał został zmontowany.

Wiele osób w komentarzach twierdzi, że to przedsmak powrotu Chrystusa na Ziemię. Inni pytają, czy wideo zostało zmanipulowane. Na innym nagraniu uchwycono człowieka idącego po wodzie w rzece Ganga w Indiach. Niektórzy wierzą, że naprawdę chodzi po wodzie, ale może być na to logiczne wytłumaczenie – mielizna lub piaszczyste dno.

Na środku rzeki widać kilka ptaków, co sugeruje, że woda jest tam płytka. Co o tym myślicie? A potem są te obrazy, które pojawiają się na budynkach. W 1996 roku wizerunek Matki Bożej pojawił się na bocznej ścianie dużego biurowca.

Obraz był ogromny i wypełniał cały budynek. Ponad 600 000 ludzi przybyło, aby go zobaczyć. Modlili się, płakali, zapalali świece i przynosili kwiaty. Jedna para wzięła tam ślub.

Trudno wyjaśnić, co to było, ale wielu ludzi uwierzyło, że to znak. Są też rzeczy, które trudno wyjaśnić w starożytnych jaskiniach. W jaskini Apollo 11 w Namibii znaleziono kamienne płyty z dziełami sztuki datowanymi na 25 500 do 27 500 lat, jedne z najstarszych znanych dzieł figuratywnych. Wśród nich znajduje się fragmentaryczny obraz postaci teriantropicznej – istoty łączącej ludzkie i zwierzęce cechy, z ludzkimi tylnymi nogami, ciałem antylopy i głową drapieżnego kota.

Podobne postacie pojawiają się później w malowidłach San w Afryce Południowej. W australijskim regionie Kimberley aborygeni czczą wandinów jako najwyższe duchowe istoty. Na starożytnych malowidłach przedstawiani są z białymi twarzami, dużymi czarnymi oczami, bez ust i z aureolą lub hełmem wokół głowy. Niektórzy interpretują ich jako stylizowanych ludzi, sowy, a nawet dowody na istnienie pozaziemskich gości.

W jaskini Lascaux we Francji, wśród malowideł sprzed 17 000 lat, znajduje się scena w szybie zmarłego – żubr z wystającymi jelitami, leżąca humanoidalna postać z ptasią głową i ptak na lasce. Niektórzy badacze interpretują to jako opowieść o szamanie w transie albo wypadku podczas polowania. Powód, dla którego jaskinia została opuszczona, pozostaje tajemnicą. Są też rzeczy, które wydają się niemożliwe, a jednak zostały nagrane.

W 1992 roku BBC wyemitowało dokument „Ghostwatch” na żywo z nawiedzonego domu, w którym duch o imieniu Pipes terroryzuje samotną matkę i jej dwie córki. Miał walić w rury, rzucać przedmiotami, tworzyć zimne plamy i robić zadrapania. Pod koniec audycji pojawiła się sugestia, że widzowie mogli nieświadomie zaprosić ducha do swojego życia. Mówiono, że manifestował się po śmierci jako zgnilizna z głębokimi zadrapaniami i jednym okiem pochłoniętym przez koty.

I są historie, które nigdy nie zostały rozwiązane. DB Cooper porwał samolot Boeing 727 w 1971 roku, zażądał 200 000 dolarów i czterech spadochronów, po czym wyskoczył z samolotu w powietrzu. Jego tożsamość i los pozostają nieznane. Niektórzy uważają, że był doświadczonym spadochroniarzem lub byłym wojskowym, inni, że miał wewnętrzną wiedzę o przemyśle lotniczym.

A na pustyni w Utah biologowie liczący owce z helikoptera natknęli się na tajemniczy trzymetrowy metalowy monolit. Później odkryto, że został postawiony w 2016 roku, ale odkryto go dopiero cztery lata później. Nikt nie wie, kto go tam umieścił ani po co. Został usunięty kilka dni po tym, jak stał się wiralowy.

Do dziś nie wiadomo, dlaczego stał tam przez te wszystkie lata. Szklane urojenie to zjawisko psychologiczne z średniowiecznej Europy, w którym ludzie wierzyli, że ich ciała są ze szkła. Król Francji Karol VI nosił specjalny strój z żelaznymi żebrami i pozostawał w bezruchu owinięty kocami, by chronić swoje szklane organy. Ostatnie przypadki odnotowano w XIX wieku w Paryżu, Edynburgu i Holandii.

I są nagrania, które każą wątpić w to, co widzimy. Na jednym widać, jak mężczyzna demonstruje, jak okradać groby i czego szukać – makabryczne, ale nie wiadomo, czy został kiedykolwiek złapany. Na innym widać tuktuk, który sam toczy się ze wzniesienia, celowo skręca i jedzie wzdłuż ulicy, jakby kierowany przez niewidzialną siłę, podczas gdy dwóch mężczyzn biegnie za nim, próbując go zatrzymać. Widząc te nagrania, trudno nie zadać sobie pytania: ile z tego jest prawdą, a ile iluzją?

Niektórzy widzą w chmurach Buddę, inni widzą Matkę Boską na ścianie biurowca. Niektórzy widzą gadzie oczy w tłumie, inni widzą zwykłe światło odbite w źrenicy. A może to wszystko zależy tylko od tego, jak długo patrzymy i jak bardzo chcemy uwierzyć.

Na koniec zostaje jedno pytanie, które wraca przy każdym z tych nagrań: jeśli część z nich jest prawdziwa, to kto naprawdę chodzi wśród nas?